1998.04.04 Wisła Kraków - Lech Poznań 2:0 (1:0) (I liga)

Zobacz też:

Historia pojedynków Lech - Wisła KrakówMecze grane 4 kwietniaWyniki w sezonie 1997/98


Wisła Kraków: Sarnat - B. Zając, Węgrzyn, Matyja, Adamczyk, Kałużny (75' M. Zając), Dubicki, Kaliciak (46' Pater), Czerwiec (63' Surma), Kulawik

Lech Poznań: Mioduszewski - Zawadzki, Łukasik, Głowacki, Borykin, Reiss (69' Petruševski), P. Urbaniak, A. Kryger, Matlak, Żurawski (46' Araszkiewicz), Bykowski
Trener: Kopa

Bramki: 1:0 Czerwiec 23, 2:0 Kałużny 47'

Widzów: 9.000 (300 kibiców Lecha i Cracovii)

Sędzia: Szczełkun (Jelenia Góra)

Żółte kartki: Matyja - Bykowski, P. Urbaniak


Z łóżka na trawę

Kiedyś Wisła wygrywała z Lechem w Krakowie nawet 8:0 czy 6:0. Od tego ostatniego pogromu przed 15 laty krakowianie nie zdołali pokonać "Kolejorza" ani razu. Tym razem Wisła wygrała ze zdziesiątkowanym Lechem 2:0 (1:0).

1 czerwca 1983 r. - gdy Lech przegrał pod Wawelem po raz ostatni, i to aż 0:6 - poznańską drużynę prowadził Wojciech Łazarek, który krótko potem wywalczył z "Kolejorzem" mistrzostwo Polski. Tym razem Łazarek, jako trener krakowskiej Wisły, przełamał tę nieszczęśliwą dla krakowian passę. Po raz pierwszy od 15 lat Wisła wygrała z Lechem na własnym stadionie.

Żałosna ławka.

Lech nie miał najmniejszych szans, by zrobić Wiśle jakąkolwiek krzywdę. Zagrał tylko z jednym, niezbyt dysponowanym napastnikiem. Do kłopotów z formą i kontuzjami w zespole, jakie męczyły głowę trenera Jerzego Kopę, doszły jeszcze cztery dodatkowe problemy. Krótko przed meczem urazów nabawili się Bartosz Bosacki i Tomasz Augustyniak. Ich udział w meczu z Wisłą był wykluczony. Jarosław Araszkiewicz i Maciej Żurawski rozchorowali się i do Krakowa pojechali z zapasem antybiotyków.

W tej sytuacji ławka rezerwowych Lecha wyglądała żałośnie - Michał Kokoszanek, którego w bramce zastąpił Robert Mioduszewski, oraz: chory Araszkiewicz, Macedończyk Petruszevski, który jeszcze nigdy dotąd w Lechu nie grał, i Augustyniak - pro forma, bo grać przecież nie mógł. Kopa twierdził, iż od porażki Lecha uratować może tylko cud. Trener wystawił chorego Żurawskiego, którego po przerwie zastąpił Araszkiewicz. "Araś" był najlepszym graczem Lecha w II połowie, to po jego strzale "Kolejorz" stworzył jedyną w całym meczu sytuację podbramkową!

Szczelniej w obronie. W dramatycznej sytuacji do walki wystawiony został nawet nie chciany przez poprzedniego trenera Krzysztofa Pawlaka Macedończyk Gjoko Petruszevski. Jego debiut w Lechu trwał 20 minut - w tym czasie miał dwa razy piłkę przy nodze.

Obroną Lecha kierował niezbyt zdrowy Damian Łukasik. To spowodowało, że formacja ta - jako jedyna w całym Lechu - grała dobrze. - Lech ustawił "przedmurze" na 30. metrze i my nie mogliśmy przejść - skomentował po meczu trener Łazarek, przyklaskując obronie Lecha. - Widać jakieś postępy, nasza obrona jest szczelna - cieszył się trener Lecha Remigiusz Marchlewicz. Cóż jednak z tego, skoro druga linia poznaniaków nie wrzucała piłek na pole karne rywali, a atak prawie nie istniał.

Cios rozstrzygający. Wisła zaczęła zatem próbować strzałów z daleka oraz wrzutek. W 22. min Daniel Dubicki ograł Radosława Borykina i dośrodkował. Sam z piłką przed bramką Lecha był najpierw Grzegorz Niciński, potem Grzegorz Kaliciak - obydwaj spudłowali.

W 23. min szybko zatrzymana kontra Lecha spowodowała, że Dubicki znalazł się sam na sam z poznańskim bramkarzem. Trafił w niego, ale piłka spadła pod nogi Ryszarda Czerwca, który także dopiero co wstał chory z łóżka. Czerwiec nie namyślał się: strzelił zza linii pola karnego i Mioduszewski wpuścił piłkę przy słupku.

W I połowie jeszcze Niciński strzelał z bardzo ostrego kąta i omal nie zaskoczył Mioduszewskiego, a Węgrzyn - biegnący sam na bramkę Lecha - wyrzucił piłkę w trybuny.
II połowę Wisła rozpoczęła od silnego ciosu, który rozstrzygnął mecz. W 47. min pod nogami Pawła Adamczyka wywróciło się dwóch obrońców Lecha, tarasując mu drogę na pole karne. Adamczyk wycofał więc piłkę przed linię 16 metrów. Był tam Radosław Kałużny, który kopnął od razu i zdobył niemal podobnego gola jak bramka Czerwca w 23. min. Nie było mowy o ataku

Przy stanie 0:2 Lech był już bezradny. Poznaniacy mogli się tylko bronić, by nie przegrać wyżej. O skonstruowaniu składnej akcji na bramkę Artura Sarnata nie było mowy.
W 50. min Kazimierz Wegrzyn, choć miał obrońcę na karku, strzelił z półobrotu i piłka trafiła w słupek. W 54. min Dubicki znalazł lukę w obronie Lecha i popędził sam na bramkę. Mioduszewski wyszedł z bramki, ale było jasne, że do piłki nie zdąży. Wtedy Łukasik zażegnał niebezpieczeństwo. W 76. min Wisła miała jeszcze rzut wolny i okazję na kolejnego gola z daleka, ale Czerwca i Kałużnego nie było już na boisku.

Kibice Wisły wywiesili na płocie zdobyczne szaliki wspomagającej dopingiem Lecha ekipy Cracovii, po czym je podpalili. Pół ogrodzenia krakowskiego stadionu stanęło w ogniu.

źródło: GW Poznań

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License