1998.04.18 Lech Poznań - Ruch Chorzów 1:2 (1:0) (I liga)

Zobacz też:

Historia pojedynków Lech - Ruch ChorzówMecze grane 18 kwietniaWyniki w sezonie 1997/98


Lech Poznań: Mioduszewski - Zawadzki, Łukasik (6' A. Kryger), Głowacki, Żurawski, Bosacki (60' P. Urbaniak), Araszkiewicz (73' Augustyniak), M. Murawski, Matlak, Reiss, Bykowski
Trener: Kopa

Ruch Chorzów: Dreszer - Molek (73' Kwieciński), Dżikija (43' Bizacki), Włodarczyk (83' Gula), Wiechowski, Bartos, Nawrocki, Wleciałowski, Baszczyński, Mizia, Śrutwa

Bramki: 1:0 Araszkiewicz 37', 1:1 Śrutwa 53', 1:2 Śrutwa 73'karny

Widzów: 2.000 (150 gości)

Sędzia: Marek Kowalczyk (Lublin)

Żółte kartki: Mioduszewski, A. Kryger - Wleciałowski


Żadnego dziękujemy!

Piotr Włodarczyk z Ruchu Chorzów, który dostał podanie na spalonym, został sfaulowany przez poznańskiego bramkarza przed polem karnym. Mimo to sędzia Marek Kowalczyk podyktował rzut karny i Lech przegrał 1:2 (1:0). - Sędzia był bliżej - powiedział po meczu coach Lecha Jerzy Kopa. - Pan Kowalczyk stał w odległości 50 m od tej akcji - zauważyli dziennikarze. - Był bliżej od nas - uściślił Kopa. Absolutnie pewien? Dziennikarze "Gazety" wielokrotnie oglądali po meczu nagranie tej akcji. Nie ma wątpliwości: pan Kowalczyk popełnił katastrofalny błąd, który okazał się dla Lecha brzemienny w skutki. - Jeżeli sędzia podyktował rzut karny w takiej sytuacji, musiał być absolutnie pewien słuszności swej decyzji - stwierdził Kopa.

Jeżeli Marek Kowalczyk bez cienia wątpliwości uznał, że w sytuacji z 74. min należy się Ruchowi rzut karny, ma tak słaby wzrok, że nie powinien prowadzić spotkań piłkarskich. Lubelski sędzia okazał się na dodatek bardzo niekonsekwentny w swej decyzji. Faulującemu bramkarzowi Lecha Robertowi Mioduszewskiemu pokazał tylko żółtą kartkę. Skoro uznał, że faul byl w polu karnym, kartka powinna być czerwona! Przypomnijmy, że to właśnie Kowalczyk był rok temu sprawcą skandalu, gdy zobaczył gola dla GKS Katowice podczas meczu katowiczan z Polonią Warszawa. Tymczasem piłka po strzale Michała Chałbińskiego nie przekroczyła wtedy linii bramkowej.
Dzięki za pomoc? Wcześniej wydawało się, że Ruch pozwoli poznaniakom wygrać mecz i podziękuje im w ten sposób za przysługę, jaką Lech oddał mu pod koniec ubiegłego sezonu. Ruch walczył wtedy o utrzymanie z GKS Bełchatów, a w ostatnim meczu bełchatowianie stracili punkty właśnie na Bułgarskiej. Dzięki temu to oni spadli, a nie Ruch.
Widownia podzieliła się na dwa obozy. Jedni twierdzili, że Ruch zrobi ukłon w stronę Lecha i odda przysługę za przysługę. Inni byli zdania, że górę weźmie sportowa rywalizacja, a nie układy - Ruch walczy bowiem o miejsce w Pucharze UEFA i też potrzebuje teraz punktów.

Początkowo wydarzenia na boisku potwierdzały przypuszczenia tych pierwszych. Ruch grał tylko z jednym napastnikiem - Mariuszem Śrutwą. Na początku meczu, w 4. min, stworzył jedyną w pierwszej połowie groźną akcję pod bramką Mioduszewskiego - Marcin Molek strzelił z bliska obok słupka. Potem chorzowianie grali słabo i nie kwapili się do ataku. Znów "szpital" w zespole. Poznaniacy mieli jednak kłopoty. W 6. min zniesiony został na noszach Damian Łukasik. Z konieczności na pozycji stopera grał Maciej Murawski, a Bartosz Bosacki został przesunięty do linii pomocy. Obaj kiepsko radzili sobie na nowych pozycjach. Nieco później kontuzji nabawił się Bosacki i również zszedł z murawy. - To był pierwszy mecz na wiosnę, w którym miałem do dyspozycji wszystkich piłkarzy - mówił Jerzy Kopa. - Teraz znów mamy "szpital" w zespole.

Napastnicy Lecha byli bardzo nieskuteczni, zwłaszcza Piotr Reiss. W 8. min spóźnił się do świetnego podania Adama Krygera pod bramką Ruchu. W 18. min na pole karne chorzowian wpadł Jarosław Araszkiewicz. Mógł strzelać, ale odegrał piłkę jeszcze lepiej ustawionemu Reissowi. Ten strzelił celnie, ale do piłki zdążył Marek Wleciałowski i wybił ją z linii bramkowej.

Cztery minuty później Kryger znów popisowo rozegrał piłkę. Obrońców Ruchu oszukał Araszkiewicz, został sam przed ich bramką, ale Mirosław Dreszer zablokował jego uderzenie.

Szybki, ale wątły.

Obrona Ruchu była dziurawa. W 24. min po rzucie wolnym Grzegorza Matlaka obrońcy Chorzowa dopuścili, by Maciej Bykowski bezkarnie odegrał piłkę Reissowi. Ten znów zmarnował sytuację, gdyż strzelił zbyt lekko.

W 36. min Reiss jeszcze raz rozzłościł kibiców, gdy z bliska strzelił słabo wprost w chorzowskiego bramkarza. - Przydałby się nam środkowy napastnik o dobrych warunkach fizycznych, który potrafiłby związać uwagę dwóch obrońców rywala - komentował nieskuteczność swych napastników Jerzy Kopa. - Reiss jest szybki, ale wątły. Nie ma na tyle dużej masy, by się przepchnąć. Dwie minuty potem padł jednak gol. Reiss popisał się wreszcie ładną akcją, po której bramkę zdobył Araszkiewicz. Zagrali dla nich. Po przerwie Ruch jakby specjalnie zwalniał grę. Nawet w 47. min, gdy z kontrą wychodziło trzech chorzowian przeciwko jednemu lechicie, Włodarczyk potknął się o piłkę. - "Kolejorz" nigdy nie spadnie! - wołali kibice Lecha. - Zagrajcie dla nas! - krzyczeli z kolei fani Ruchu.

Chorzowianie jakby ich posłuchali. W 54. min padła kuriozalna bramka. Po akcji lechitów Dreszer wybił piłkę dalekim wykopem. Przejął ją Śrutwa, wykorzystał błąd Murawskiego (zbyt krótkie wybicie głową) i strzelił gola po podaniu od własnego bramkarza!

Kogo mamy pokonać? W 60. min Śrutwa strzelił jeszcze w poprzeczkę, a w 74. min był wraz z Włodarczykiem na spalonym, gdy Marcin Baszczyński skierował do nich piłkę. Sędziowie puścili akcję, Włodarczyk popędził na bramkę i przed polem karnym został sfaulowany. Kuriozalny rzut karny wykorzystał Śrutwa.

Kibice Lecha zaatakowali płot stadionu. Potem zajęli się jednak dopingiem, bo Lech starał się wyrównać. W 76. min Murawski strzelił w słupek, w 90. min Kryger był sam przed bramką Dreszera.

Ruch był lepszy kondycyjnie. Po przerwie stworzył tyle sytuacji podbramkowych, co Lech przed przerwą. - To kogo teraz mamy pokonać? Wszystkich, którzy wam zagrażają…? - pytał po meczu trener Ruchu Orest Lenczyk, notując w pamięci nazwy tych ekip.

źródło: GW Poznań

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License