1998.06.06 Lech Poznań - Legia Warszawa 3:0 (1:0) (I liga)

Zobacz też:

Historia pojedynków Lech - Legia WarszawaMecze grane 6 czerwcaWyniki w sezonie 1997/98


Lech Poznań: Kokoszanek - Głowacki, Bosacki, Augustyniak, Zawadzki (57' P. Urbaniak), Scherfchen (57' A. Kryger), Żurawski (81' Piskuła), M. Murawski, Matlak, Reiss, Bykowski
Trener: A. Topolski

Legia Warszawa: Szamotulski - J. Zieliński II, Kozioł (56' Mosór), Czykier (75' Jarzębowski), Sawicki (56' Kacprzak), Bednarz, Czereszewski, Wojnecki, Magiera, Karwan, Mięciel

Bramki: 1:0 Reiss 27', 2:0 Reiss 60', 3:0 Reiss 69'

Widzów: 8.000 - 12.000 (400 z Warszawy)

Sędzia: Mikulski (Lublin)

Żółte kartki: J. Zieliński II, Karwan


Reiss, Reiss i Reiss. Lech się utrzymał!

Wracający z meczu Lech - Legia poznańscy kibice zapamiętale trąbili klaksonami samochodów i wiwatowali. "Kolejorz" rozbił bowiem warszawską Legię 3:0 (1:0) - najwyżej od 1949 r. - i utrzymał się w lidze.

Przed tym spotkaniem panował w Poznaniu spory niepokój. Po pierwsze - o losy Lecha. Poznaniacy musieli zdobyć w dwóch ostatnich meczach z Legią i ŁKS minimum dwa punkty. Tymczasem piłkarze i szefowie warszawskiego klubu, szantażowani przez kibiców, zapowiedzieli, że wygrają w Poznaniu.

Kibice Legii zagrozili bowiem, że spalą im domy i samochody, jeśli na Bułgarskiej padnie choćby remis. - Żadnych układów z Lechem - mówili. - Pięć lat po odebraniu Legii tytułu mistrzowskiego i przyznaniu go Lechowi chcemy spuścić "Kolejorza" do II ligi.

Drugi powód do niepokoju dotyczył zatem losów stadionu na Bułgarskiej, na którym za tydzień ma się odbyć finał Pucharu Polski. Dwa ostatnie mecze z warszawiakami kończyły się zamknięciem stadionu. Pewnie dlatego tym razem nie przyszło 15 czy 17 tys. widzów, jak poprzednio, lecz 8 tys. Te osiem tysięcy ludzi obejrzało wspaniały mecz, rozegrany w świetnej atmosferze. Tylko na meczu z Legią jest taka frekwencja i taki doping.

Piłkarze z flagami. Kibice Lecha przybyli na stadion przybrani w niebiesko-białe barwy, z szalami i balonikami w klubowych barwach. Największe wrażenie robiło około 20 wielkich flag uszytych przez szalikowców. Z flagami tymi wbiegli na murawę piłkarze Lecha, by pokazać w ten sposób, że są przed tym meczem zdeterminowani i nie zawiodą fanów. Wzbudziło to aplauz, który nie przygasł do końca spotkania. "Kolejorz" zagrał bowiem kapitalnie.

Obok jesiennego spotkania z Rakowem Częstochowa (5:0) był to najlepszy mecz poznaniaków w tym sezonie. Legia ustępowała lechitom pod każdym względem. - Graliśmy bez pięciu podstawowych zawodników - usprawiedliwiał zespół Jerzy Kopa, były coach Lecha. Kopa nie zasiadł na ławce rezerwowych, lecz na trybunach.

Kopa zatem z trybun obejrzał najwyższe zwycięstwo Lecha nad Legią od 1949 r., gdy wunderteam z Aniołą, Białasem i Czapczykiem wygrał 4:1. Już w 40. sekundzie bliski strzelenia gola był Piotr Reiss. W 3. min z kolei Arkadiusz Głowacki strzelił z rzutu wolnego tuż obok słupka. W 10. min po raz pierwszy na pole karne przedarła się Legia. Obrońcy Lecha w ostatniej chwili zdjęli piłkę z nogi Marcina Mięciela.

Gdy spiker podał, że Wisła prowadzi w Krakowie z Petrochemią, kibice Lecha zapalili rzymskie ognie i rzucili je na murawę. Sędzia przerwał mecz i wkroczyła policja. - Prowokacja! - krzyknęli kibice.

Uwaga na boisko. W 28. min szalikowcy przenieśli jednak uwagę na mecz, gdyż po akcji Macieja Żurawskiego i Leszka Zawadzkiego oraz strzale Reissa piłka odbiła się rykoszetem od nogi Igora Kozioła i wpadła do bramki. Lech prowadził 1:0. - Ten przypadkowy gol ustawił mecz - powiedział po meczu trener Legii Stefan Białas.
W 41. min fenomenalna akcja Lecha, którą rozprowadził Maciej Scherfchen, omal nie przyniosła kolejnej bramki. Podanie młodego lechity przepuścił Maciej Bykowski. Piłkę dostał Reiss i oddał ją Bykowskiemu, ale jego strzał obronił warszawski bramkarz.

Po przerwie Lech próbował wciągnąć Legię na swoją połowę i skontrować. W 55. min po takiej kontrze poznaniacy atakowali z przewagą trzech na dwóch. Żurawski dreptał jednak, nie wiedząc, komu podać. W końcu strzał Reissa obronił Szamotulski, a dobitka była niecelna.

W 61. min padł drugi gol. Na bramkę Legii popędził wprowadzony przed chwilą do gry Adam Kryger. Bykowski źle przyjął jego podanie, ale do piłki dopadł Reiss i zdobył gola. Kibice Legii wściekli się. Doszło do ich starcia z warszawską policją. Fani Legii cofnęli się dopiero wtedy, gdy zobaczyli wymierzone w siebie policyjne karabiny. Tymczasem Legia przeprowadziła ostatnią groźną akcję w meczu - po podaniu Jacka Kacprzaka Jacek Magiera strzelił w poprzeczkę.

Lech odpowiedział trzecim golem. Dośrodkowaną piłkę przepuścił na polu karnym Jerzy Wojnecki i Reiss trzeci raz trafił do siatki. - To mój pierwszy hattrick w Lechu - powiedział.

Gdy spiker podał, że w Krakowie jest już 5:0 dla Wisły, kibice Legii opuścili stadion. - Sprzedawczyki! - zawołali do swoich piłkarzy, dodając do tego wiązankę niewybrednych przekleństw. Ponowili też swe groźby. Kilka godzin po meczu dziennikarze "Gazety" zauważyli na IRC, jak przez Internet kibice namawiali się na zrobienie totalnej zadymy podczas wtorkowego meczu Legii z Zagłębiem Lubin. Kibice są bezwzględni - Kibice chcą się utożsamiać ze zwycięstwami i oczekują wygranych - powiedział Jerzy Kopa. Zapytany, czy kibice Legii nie przekroczyli pewnej granicy w tym "oczekiwaniu wygranych", odpowiedział tylko: - Są bezwzględni. Nie wiem, czy we wtorek będą coś skandować, czy milczeć. Może usiądą do nas tyłem - dodał. - Przyjmę każdą formę spokojnego protestu, oczywiście poza ekstremą i agresją. - Zapewne żaden z graczy Lecha nie pójdzie do Legii. Głowackiego nie puści klub, a Murawski i Bosacki - nie chcą - powiedział Kopa. - Chcę zostać w Poznaniu, kocham ten klub! - wołał po spotkaniu szczęśliwy Maciej Murawski.

Na ostatnie 10 minut meczu trenerzy Lecha wpuścili na boisko Krzysztofa Piskułę, który z powodu kontuzji pauzował całą rundę wiosenną. Widownia przywitała go entuzjastycznie.

źródło: G.azeta W.yborcza

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License