2000.09.23 Lech Poznań - Odra Wodzisław Śląski 0:1 (0:1) (Puchar Polski)

Zobacz też:

Historia pojedynków Lech - Odra Wodzisław ŚląskiMecze grane 23 wrześniaWyniki w sezonie 2000/01


1/16 finału

Lech Poznań: Tyrajski - Conrad, Miklosik, Truszczyński (69' Z. Zakrzewski), T. Najewski, Jacek, Kucz (61' Białek), Russell, Piotrowski, T. Bekas (56' J. Paczkowski), Suwary
Trener: A. Topolski

Odra Wodzisław Śląski: Pawełek - Matyja, Malinowski, Świtała (71' Lisek), D. Augustyniak, Nowacki (46' Socha), Sibik, P. Kuś, Sowisz, Rasiak (77' Gadomski), Adamczyk

Bramka: 0:1 Adamczyk 8'

Widzów: 4.000

Sędzia: Jacek Granat (Warszawa)

Żółte kartki: Truszczyński, Z. Zakrzewski, Russel, Piotrowski - Sibik


Relacja w G.azecie W.yborczej

Sędzia: "ty baranie!"

PUCHAR POLSKI. Lech Poznań odpadł.
Dziennikarz "Gazety" słyszał, jak sędzia meczu Lecha Poznań z Odrą Wodzisław ubliżył poznańskiemu piłkarzowi. Arbiter Jacek Granat zaprzecza. "Kolejorz" przegrał z Odrą Wodzisław 0:1 (0:1) i odpadł z Pucharu Polski już po pierwszym meczu.

- Byliśmy lepsi o jedną bramkę - powiedział po spotkaniu trener Ślązaków Jerzy Wyrobek, który dodał, że jest kibicem poznańskiego Lecha i trzyma kciuki za jego powrót do ekstraklasy. - I że się wtedy znów spotkamy - dodał.

Szkoleniowiec poznaniaków Adam Topolski nie zgadzał się z tym twierdzeniem o przewadze Odry. - Tylko nasze niedoświadczenie spowodowało, że nie wykorzystaliśmy dwustuprocentowych sytuacji pod koniec meczu, a wtedy doszłoby do dogrywki - powiedział.

Jeden ze słabszych zespołów II ligi teoretycznie nie miał większych szans w starciu z jednym ze słabszych zespołów I ligi. Wszyscy doskonale wiedzą, jak wielka jest różnica w poziomie gry w piłkę między obydwoma klasami rozgrywkowymi w Polsce. A jednak Lech mógł pokusić się o niespodziankę - zabrakło jednak skuteczności.

Jankesi z sensem

Lech przystąpił do tego meczu w nieco zmienionym składzie. Zabrakło kontuzjowanego Michała Golińskiego, który po swych ostatnich kiepskich występach i tak powinien był usiąść na ławie, niezależnie od stanu swego zdrowia. W jego szeregach znalazło się dwóch Amerykanów: obrońca James Conrad i ofensywny, lewy pomocnik Ian Russell. - Od razu rzuciłem ich na głęboką wodę, żeby nikt mi nie zarzucił, że sprowadzam bez sensu jakichś Jankesów - uzasadniał Topolski. - Conradowi dałem za zadanie pilnowanie Rasiaka, który zawsze jest trudny do zatrzymania. I Rasiak nie miał żadnej okazji bramkowej.

Conrad włączał się też do akcji ofensywnych Lecha podczas stałych fragmentów gry, takich jak rzuty rożne i wolne. Grał nieźle, ale czasem bojaźliwie - w 15. min np. zamiast wybić piłkę, pozostawił ją kolegom. Tymczasem dopadł do niej Piotr Kuś z Odry i miał dobrą okazję bramkową, ale przestrzelił.

Jeszcze lepiej zaprezentował się Ian Russell, który najpierw grał na pozycji lewego pomocnika zamiast Michała Golińskiego, a potem znalazł się w ataku. Zdaniem Topolskiego ten ruch oraz wprowadzenie na murawę Jarosława Białka spowodowało, że Lech ruszył wreszcie do natarcia. Russell był z pewnością najlepszym graczem w jego szeregach - aktywnie biegał po całym boisku, nie wahał się przed cofaniem się po piłkę pod własne pole karne, angażował się w defensywie i pokazywał niezłe akcje ofensywne. Potrafił dryblować, a jego głównym atutem był przegląd boiska i świetne podania. Słowem - występ Russella zrobił imponujące wrażenie, zwłaszcza na tle nie najlepiej grającej reszty Lecha.

W "Kolejorzu" zabrakło trzeciego z graczy amerykańskich - Wojciecha Krakowiaka (polskiego pochodzenia). PZPN nie zatwierdził na czas jego papierów. - Dzwoniliśmy do USA. Sześć razy je wysyłali - złościł się Topolski.

Głową do pustej

Odra pozwoliła Lechowi atakować, cofnęła się i czyhała na błędy poznaniaków. Okazja nadarzyła się już w 8. min, kiedy to lechici stracili piłkę w środku pola. Wodzisławianie od razu przeprowadzili akcję - prawą stroną pomknął ich najlepszy zawodnik Paweł Sibik. Na wysokości pola karnego wrzucił piłkę, która trafiła w… poprzeczkę! Odbiła się od niej i trafiła do nie obstawionego przez obrońców Pawła Adamczyka. Ten strzelił głową do pustej bramki.

To wbrew pozorom popsuło mecz. Odra zaczęła się bronić i robiła to mądrze. Skracała pole gry, zwalniała grę - m.in. do tego służyły irytujące poznańską widownię długie wylegiwania się śląskich piłkarzy na murawie. Mecz obfitował bowiem w faule i brzydką grę. Lech stracił w ten sposób Macieja Truszczyńskiego, który opuścił boisko, kulejąc.

Zdecydowanie za późno

Lech długo nie potrafił stworzyć realnego zagrożenia bramki Odry. Większość akcji poznaniaków powstawała po zagraniach Russella - on okazał się ich motorem napędowym. Przed przerwą najlepszą okazję zmarnował Tomasz Suwary, który dostał podanie w pole karne. Miał sporo czasu, przyjął piłkę na pierś, uderzył po ziemi i trafił w słupek.

Niestety, Suwary - choć był graczem aktywnym - podobnie jak w poprzednich meczach raził nieskutecznością. Słabiej grał też Rafał Piotrowski - miał bardzo dużo strat na koncie.

Po przerwie Odra zagrała pressingiem, śląscy piłkarze odbierali poznaniakom piłkę, ale nie zawiązywali akcji. Kibice zaczynali się niepokoić. Część widzów wznosiła nawet nieprzyjazne okrzyki, ale te torpedowane były przez młyn szalikowców Lecha. Doping i tak był jednak niemrawy, a atmosfera na trybunach - senna.

Ożywiła się ok. 59. min. Wtedy po akcji Russella w dogodnej sytuacji znalazł się Suwary - strzelił głową, ale bardzo lekko. Drugie ożywienie widzów miało miejsce ok. 70. min, gdy spiker podał dawno nie słyszany na Bułarskiej, kultowy komunikat: "Dyżurnego elektryka proszę o włączenie jupiterów".

Lech rozgrzał swych widzów dopiero po 80. min, kiedy ruszył do zmasowanego ataku. Wkrótce okazało się, że zrobił to zdecydowanie za późno. W 83. min Zbigniew Zakrzewski strzelił w poprzeczkę po akcji, którą znów rozpoczął Russell. W 88. min sędzia zatrzymał akcję Lecha, w której do zagranej w pole karne piłki biegł Jacek Paczkowski. Biegł dobre 15 metrów, więc jakim cudem mógł tu być spalony?! A jednak arbiter się go dopatrzył. Kibice mieli potem do niego o to ogromne pretensje. Podobnie Topolski. - Na pewno nie było spalonego - stwierdził. - Może sędziowie nie chcieli dogrywki? - zastanawiał się. - Ciekawe, o której mieli pociąg - zażartował trener Odry Jerzy Wyrobek.

Minutę potem, po zagraniu Russella Zakrzewski strzelił głową w słupek. Najlepszą okazję młody poznański napastnik zmarnował jednak w 90. min. Wtedy to Suwary wstrzelił piłkę w pole karne. Russell zakręcił obrońcą i sam mógł strzelać, ale dostrzegł jeszcze lepiej ustawionego, w ogóle nie pilnowanego kolegę. Słusznie oddał mu piłkę, a Zakrzewski wpakował ją w nogi bramkarza.

Zawodnik meczu: Ian Russell (Lech Poznań)

Podczas jednej z akcji, w której faulował młody poznański piłkarz Jacek Paczkowski, prowadzący mecz sędzia Jacek Granat ubliżył zawodnikowi. - Jak się zachowujesz, młody zawodniku? Tego cię uczą, ty baranie? Zaraz wylecisz z boiska! - powiedział mu. Tę odzywkę doskonale słyszał nasz dziennikarz, który stał przy linii bocznej boiska.

Po spotkaniu sędzia Granat długo nie chciał opuścić swego pokoju. Zażądał eskorty policji. Wyszedł z pokoju dopiero w asyście dwóch policjantów, którzy zjawili się na Bułgarskiej. Wtedy udało nam się z nim porozmawiać.


Radosław Nawrot: Czy pierwszoligowy sędzia powinien zwracać się do piłkarza per "ty baranie", tak jak to Pan dzisiaj zrobił?
Jacek Granat: Trudno mi to komentować. Nie mam pojęcia o czym ten zawodnik mówi.
- Jaki zawodnik? Nie wiemy tego od zawodnika. To słyszeliśmy na własne uszy. Słyszeli to dziennikarze!
- Nie chcę tego komentować… trudno mi coś powiedzieć… Nic takiego nie miało miejsca.
- Zaprzecza Pan?
- Tak, zaprzeczam!
- Jaki wpływ na młodego piłkarza może mieć taka odzywka ze strony sędziego?
- … (sędzia opuszcza budynek)

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License