2001.03.17 Zagłębie Sosnowiec - Lech Poznań 2:0 (2:0) (II liga)

Zobacz też:

Historia pojedynków Lech - Zagłębie SosnowiecMecze grane 17 marcaWyniki w sezonie 2000/01


Zagłębie Sosnowiec:

Lech Poznań: Tyrajski - Mouzie (46' Avaa), Miklosik, Drajer, Przerada, K. Michalski, Jabłoński, T. Bekas, Matlak (67' Jacek), Z. Zakrzewski, Ślusarski (46' Przysiuda)
Trener: A. Topolski

Bramki: 1:0 W. Adamczyk, 2:0 M. Adamczyk

Widzów: 7.000

Sędzia: Szymański

Żółte kartki: Jacek, T. Bekas, K. Michalski


Relacja Macieja Henszela:

Jestem zdruzgotany! - przyznał po meczu w Sosnowcu trener Lecha Poznań Adam Topolski. Co z tego, że jego podopieczni przez całe spotkanie mieli sporą przewagę, skoro przegrali z Zagłębiem 0:2 (0:2).

- Niepojęte dla mnie jest, że tydzień temu graliśmy słaby mecz z Górnikiem Łęczna i osiągnęliśmy bezbramkowy remis, a tym razem byliśmy zdecydowanie lepsi od Zagłębia Sosnowiec i przegraliśmy 0:2 - zastanawia się obrońca Lecha Marcin Drajer. Okazuje się, że piłkarze Lecha nie potrafią dostosować się do realiów, jakie panują w II lidze. - W ekstraklasie gra się bardziej taktycznie, jest więcej miejsca na boisku. Tymczasem w II lidze, gdy dostaję piłkę, natychmiast atakuje mnie dwóch zawodników - tłumaczy pomocnik Lecha Grzegorz Matlak.

Bez wahania

Piłkarze Zagłębia, którzy zgłębili wiedzę o II-ligowym graniu, nie bawili się w skomplikowane rozgrywanie piłki. Gdy tylko ją przejmowali, zagrywali wprost pod pole karne Lecha i często wykorzystywali to, że nie wszyscy piłkarze poznańskiego zespołu zdążyli wrócić do obrony po swojej akcji. Gdy natomiast czuli, że mają na karku któregoś z poznaniaków, bez wahania wybijali piłkę poza boisko.
Z kolei w obronie sosnowiczanom pomagało ich wąskie boisko. Poznaniacy nie mogli przebić się przez szczelny blok defensywny sosnowiczan. Nie pomagało nawet to, że każdy z poznaniaków jest lepiej wyszkolony piłkarsko od każdego z zawodników Zagłębia. Agresywność piłkarzy Zagłębia powodowała, że w środku pola było sporo chaosu, problemów z opanowaniem piłki i fauli odgwizdywanych przez sędziego. A to zwalniało akcje Lecha i powodowało, że Zagłębie mogło spokojnie ustawić szyki obronne.

Obrona zawiodła

Przez pierwsze 35. min wydawało się, że zdobycie gola przez piłkarzy "Kolejorza" jest tylko kwestią czasu. Lechici mieli bowiem sporą przewagę. Skutecznie w tym okresie grała cała defensywa, włącznie z debiutującym w II lidze Krzysztofem Michalskim. Tuż przed zakończeniem pierwszej połowy defensywa Lecha popełniła jednak dwa katastrofalne błędy, które zadecydowały o wyniku meczu. Najpierw obrońcy Lecha pozwolili spokojnie strzelić na bramkę Waldemarowi Adamczykowi. Na dodatek Michalski i Mouzie utrudnili interwencję bramkarzowi Norbertowi Tyrajskiemu, dotykając po drodze piłki. 2 min później koszmarny błąd popełnił Arkadiusz Miklosik, któremu należy się asysta za bramkę dla… Zagłębia. Podał bowiem futbolówkę wprost pod nogi Marka Adamczyka. - Do tej pory wydawało mi się, że blok defensywny jest naszą najmocniejszą stroną. W tym meczu zawiodłem się jednak na obrońcach. Błędu Miklosika nie da się wytłumaczyć. To jest katastrofa - żalił się trener Adam Topolski.

Jak można przegrać?

Kibice, którzy obserwowali sierpniowy mecz Lecha Poznań z Zagłębiem Sosnowiec, zadawali sobie pytanie: jak można przegrać mecz, w którym ma się sporą przewagę i stwarza doskonałe okazje? Podobne pytanie można by postawić po rewanżu w Sosnowcu. Trener poznaniaków Adam Topolski ma pięciu zbliżonych w umiejętnościach napastników, jednak forma żadnego z nich nie jest stabilna. W Sosnowcu w pierwszym składzie wybiegli młodzi Zbigniew Zakrzewski i Bartosz Ślusarski. - To szybcy zawodnicy i mieli za zadanie atakować obrońców Zagłębia już na ich połowie. Dzięki temu przejęliśmy sporo piłek w środku pola. Nieźle w ataku grał także Krzysztof Jabłoński - powiedział trener Topolski. Po przerwie szkoleniowiec Lecha wreszcie wypróbował w oficjalnym meczu Nigeryjczyka Dondu Avaa. - Zagrał dobrze, ale od napastników wymaga się zdobywania bramek, a tego nam zabrakło - stwierdził Topolski.

Pretensje do siebie

Przez całą drugą połowę poznaniacy mieli ogromną przewagę. - To jednak wynikało z naszej taktyki. Kazałem bowiem zawodnikom ustawić się na własnej połowie i czekać na ataki Lecha - wytłumaczył trener Zagłębia. 5 min po przerwie Waldemar Przysiuda zdobył gola, ale sędzia go nie uznał. - Gol był prawidłowy, ale i tak nie dałby nam zwycięstwa. Nie wejdę za zawodników na boisko i nie strzelę bramki - załamywał ręce Topolski. - Gdyby sędzia uznał bramkę, wówczas na pewno zdobylibyśmy punkty - zapewnia Grzegorz Matlak. - W oczach piłkarzy Zagłębia było widać strach. Niemal każdą piłkę wybijali na aut.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License