2001.03.25 Lech Poznań - Dolcan Ząbki 2:0 (0:0) (II liga)

Zobacz też:

Historia pojedynków Lech - Dolcan ZąbkiMecze grane 25 marcaWyniki w sezonie 2000/01


Lech Poznań: Tyrajski - K. Michalski, Miklosik, Drajer, Przerada, Przysiuda, T. Najewski (79' Twardygrosz), Jabłoński, Matlak, Trzebny (60' Michał Goliński), Avaa (46' Ślusarski)
Trener: A. Topolski

Dolcan Ząbki: Sławuta - Warakomski, Dziedzic, Wiśniewski, Weber, Pielech (35' Wysocki), Cebula,, Szczytniewski, Dąbrowski, Eresaba (71' Molongo), Stasiuk

Bramki: 1:0 Przysiuda 63'karny, 2:0 Ślusarski 82'

Widzów: 3.500

Sędzia: Artur Szydłowski (Kraków)

Żółte kartki: Przerada, Matlak - Sławuta, Warakomski, Dziedzic, Wiśniewski, Weber, Cebula

Czerwona kartka: Cebula (Dolcan) za dyskusje ze sędzią


Relacja w G.azecie W.yborczej

Przy padającym śniegu piłkarze Lecha zdołali wymęczyć zwycięstwo nad Dolcanem Ząbki. Pozwoliło ono "Kolejorzowi" opuścić ostatnie miejsce w tabeli.

Trener Adam Topolski musiał wygrać wczoraj z Dolcanem Ząbki, aby zachować stanowisko trenera Lecha Poznań.
Po efektownej wygranej Polaków w sobotę w Oslo kibicom Lecha do pełni szczęścia brakowało jeszcze zwycięstwa "Kolejorza" w meczu ostatniej szansy z Dolcanem Ząbki - sąsiadem w tabeli. Dwie ostatnie drużyny II-ligowe miały małe szanse, by na przykrytej padającym wciąż śniegiem murawie stworzyć interesujące widowisko. Innego zdania było 3,5 tys. kibiców, którzy mimo fatalnej pogody zjawili się na meczu.

Gdy rządzi przypadek

Wydarzeniami na boisku rządził przypadek, ale spotkanie nie było nudne. Groźne były wrzutki w okolice pola karnego, gdzie można było liczyć na poślizgnięcie oraz błąd obrońców i bramkarza. Śliska nawierzchnia często nie sprzyjała też napastnikom. Każdy atak na przeciwnika lub prowadzoną przez niego piłkę kończył się jego upadkiem. W tej sytuacji sędzia miał kłopot by odróżnić faule od prawidłowych wślizgów. Czasami arbiter podejmował dziwne decyzje, m.in. po słownej utarczce z Nigeryjczykiem Rowlandem Eresabą na śnieg padł Andrzej Przerada sugerując faul bez piłki Nigeryjczyka, a arbiter… kazał graczowi Dolcanu opuścić boisko. Nie pokazał mu jednak kartki. Chwilę później ruchem dłoni pozwolił Eresabie wrócić na murawę nakładając w ten sposób na niego nieznaną w przepisach gry w piłkę nożną karę 30 sekund.
Gracze z Ząbek dali się zepchnąć do kurczowej obrony, a przewaga Kolejorza była momentami przygniatająca. Lechici grali nad wyraz ambitnie. Do akcji ofensywnych włączali się nawet obrońcy. Zwłaszcza Marcin Drajer. Podobał się także szarpiący szeregami rywala po lewej stronie Andrzej Przerada. Piłkarze Lecha strzelali przy każdej nadarzającej się okazji, dobiegali do rywali i atakowali ich bez pardonu.

Eksperyment w ataku

Lech wystąpił w tym spotkaniu w eksperymantalnie zestawionym ataku z Trzebnym i Avaa. W szeregach Lecha wciąż brakowało Sławomira Twardygrosza, który miał wrócić do gry po 7-miesięcznej przerwie. Trener Topolski postanowił go jednak jeszcze oszczędzić.
Po przerwie ekipa z Ząbek zmieniła styl gry i odważnie zaatakowała Lecha. Teraz to poznaniacy dali się zepchnąć do obrony. Piłka często gościła na polu karnym Lecha. W 53. min kibice zamarli, gdy próbujący wybić piłkę Krzysztof Jabłoński nie trafił w piłkę, za to uderzył przypadkowo w nogi Łukasza Stasiuka. Ten padł na murawę ale sędzia uznał, że nie powinien dyktować karnego w tak przypadkowej sytuacji. Dziesięć minut później kiedy to przypadek rządził wydarzeniami w polu karnym Dolcanu, takich wątpliwości już nie miał. Podyktował rzut karny za zagranie ręką. Jedenastkę wykorzystał Waldemar Przysiuda.

Wściekłe Ząbki

To zmieniło nie tylko wynik spotkania ale i grę obu drużyn. Dolcan próbował zaatakować, ale nadziewał się na kontry. Na dodatek piłkarze Ząbek byli wściekli na decyzje krakowskiego arbitra. Swoją agresję zamieniali w faule. W efekcie atmosfera jaka zapanowała na boisku pod koniec śnieżnego widowiska nie była zbyt sportowa. Pogłębiła to tylko czerwona kartka dla Cebuli, którą piłkarz z Ząbek dostał za dyskusje z sędzią.
Gdy Lech zdobywał gole kibice nie mieli nawet sił by się cieszyć. Byli zmarznięci, niewiele widzieli przez padający śnieg, który sypał prosto w oczy zwłaszcza tych, którzy zajmowali miejsca w "młynie" pod zegarem.

Po meczu Lecha z Dolcanem:

Piłkarze Lecha wygrali mecz, trener Topolski zachował posadę. Pozostał tylko niesmak po wątpliwym rzucie karnym dla Lecha.

Dla kibiców w Poznaniu ten weekend był całkiem udany. W sobotę - wygrana Polski nad Norwegią, w niedzielę - zwycięstwo Lecha nad Dolcanem Ząbki. O ile jednak mecz z Norwegami można było obejrzeć w domu, w cieple, o tyle pójście na spotkanie Lecha kosztowało nieco zdrowia.

Atak zimy spowodował, że Lech musiał zaangażować wojsko do pomocy w odśnieżaniu stadionu. Śnieg padał jednak cały dzień, więc murawa i tak była biała, i śliska.

Piłkarze mieli kłopoty z utrzymaniem się na nogach, ale być może to właśnie przenikliwe zimno zmuszało ich do intensywniejszego biegania. Mecz był więc całkiem żywy i nie nudził, choć w zagraniach graczy brakowało - rzecz jasna - finezji.

Zawodnicy więc nie marzli, za to kibice… Przez gęsty śnieg trudno było ich dostrzec. Frekwencja 3,5 tys. przy tak fatalnych warunkach pogodowych była zaskakująco wysoka. 3,5 tysiąca kibiców, którzy przyszli i wytrzymali dwie godziny na tym mrozie, było prawdziwymi bohaterami tego spotkania.

Za ich przemarznięcie i wycieńczenie Lech odpłacił się dwoma golami. Choć były to bramki szalenie ważne dla "Kolejorza", kibice oklaskiwali je niezbyt gorąco. Powód - zesztywnienie rąk z zimna. Na dodatek przy zacinającym śniegu wydarzenia na boisku nie były zbyt dobrze widoczne. Najlepszy wzrok, jak się okazało, miał sędzia Artur Szydłowski. Widział szczegółowo wypadki na polu karnym, które umykały innym obserwatorom.

Po spotkaniu piłkarze Dolcanu Ząbki byli wściekli na sędziego, a ich trener Zbigniew Lepczyk sugerował spisek zawiązany przeciwko jego drużynie. Sędzia Artur Szydłowski podyktował bowiem drugiego karnego przeciwko Dolcanowi w ciągu dwóch tygodni.

- Kto wygra mecz? - pytał spiker. - Sędzia! - krzyczała część widzów, na tyle świadomych, by nie interesowała ich wygrana po tak wątpliwym karnym. Na całe szczęście Lechowi udało się wbić drugą bramkę. Andrzej Przerada wypatrzył w polu karnym Bartosza Ślusarskiego, a ten dołożył głowę do jego dośrodkowania. Potem wszyscy gracze Lecha poklepywali Przeradę i gratulowali tej asysty.

Ten gol tylko pogłębił frustrację wśród piłkarzy z Ząbek. Atmosferę na murawie trudno było nazwać sportową. Za plecami sędziego dochodziło do popychań, szturchnięć, słownych utarczek czy nawet małych pojedynków piłkarskich. Obrońcy Lecha niemal od początku meczu mieli spięcia z Nigeryjczykiem Rolandem Eresabą. - Cały czas nas prowokował. Był prowodyrem tych spięć - wyjaśniał Marcin Drajer. Kiedy sędzia się odwracał, lechici nie marnowali okazji, by wymierzyć mu przynajmniej kuksańca.

Sędzia rozdawał kartki, ale nie potrafił utemperować graczy. Często nie panował nad sytuacją na boisku, w czym zapewne nie pomagał mu padający śnieg i ograniczona widoczność.

Rozżalenie piłkarzy z Ząbek było równie silne jak ich zmarznięcie. - Z kim Lech gra następny mecz? Bo my już się postaramy, żeby go nie wygrał! - warczał schodzący do szatni Rafał Szczytniewski z Dolcanu.

Następny mecz Lech gra z Hetmanem w Zamościu - w sobotę o godz. 15. Wyprawa do leżącego 550 km od Poznania Zamościa będzie kolejną próbą dla mocno doświadczanych w tym sezonie kibiców "Kolejorza". To, obok Białegostoku, najdłuższy wyjazd w historii krajowych występów Lecha Poznań.

CYTAT MECZU

Wydaje się jednak, że piłka bardziej słucha nóg poznańskich piłkarzy - Grzegorz Hałasik, Radio Merkury

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License