2001.07.21 Górnik Łęczna - Lech Poznań 0:1 (0:0) (II liga)

Zobacz też:

Historia pojedynków Lech - Górnik ŁęcznaMecze grane 21 lipcaWyniki w sezonie 2001/02


Górnik Łęczna: Mańka - Warakomski, A. Wilk, Jaroszyński, P. Bronowicki, Piszczek, Bugała, Jarzynka, Pranagal, Cetnarowicz, Pacuła (81' Szałachowski)

Lech Poznań: Tyrajski - K. Michalski, M. Mowlik, Wójcik, Przerada, D. Wojciechowski (66' Bugaj), Miklosik, Jacek, Remień (76' Matlak), Tyszkiewicz (84' Twardygrosz), Przysiuda
Trener: Baniak

Bramka: 0:1 Matlak 90'karny

Widzów: 2.800

Sędzia: Rębilas (Kraków)

Żółte kartki:


Samolot o nazwie Lech Poznań dopiero trafił na właściwy pas startowy, ale jeszcze nie wystartował - mówił do swoich piłkarzy trener Bogusław Baniak po zwycięstwie w pierwszym meczu sezonu.

Limit szczęścia został przez Lecha już na początku sezonu poważnie nadszarpnięty. Lechici nie mogliby mieć pretensji, gdyby spotkanie w Łęcznej zakończyło się bezbramkowym remisem. Mecz rozstrzygnął się jednak w 90. min - wtedy padł gol. Po dośrodkowaniu Waldemara Przysiudy wydawało się, że obrońcy z Łęcznej spokojnie wyjaśnią sytuację. Tymczasem katastrofalny błąd popełnił Artur Wilk, który przed polem karnym fatalnie przyjął podanie od swojego kolegi. Natychmiast zaatakował go nadbiegający Sławomir Twardygrosz. Obrońca Górnika gonił piłkę w polu karnym, jednak trafił w nogi poznaniaka. Sędzia Ryszard Rębilas chciał w pierwszej chwili podyktować rzut wolny dla Lecha, jednak jeden z jego asystentów wskazał mu, że przewinienie nastąpiło w polu karnym.

- Sprawiedliwy byłby remis, ale taka jest piłka. Wilk zachował się nieodpowiedzialnie i dlatego przegraliśmy - podsumował meczu trener Górnika Tadeusz Łapa.

- Był ewidentny karny - stwierdził Wojciech Ozimek, nowy piłkarz Górnika, który jeszcze w środę… trenował z Lechem. W sobotę siedział jednak na ławce, bo do Polski nie dotarł jego certyfikat z Niemiec. Piłkarze Górnika zbytnio nie protestowali, a zdenerwowany bramkarz - Marcin Mańka - nawet ze złości rzucił piłką w Wilka. "Jedenastkę" pewnie wykorzystał Grzegorz Matlak: strzelił lewą nogą w prawy róg bramki. Golkiper Górnika rzucił się w tę samą stronę, ale nie miał szans odbić futbolówki.

Tym samym dobrym wyczuciem chwili popisał się trener poznaniaków Bogusław Baniak, który w ostatnim kwadransie wpuścił na boisko Twardygrosza i Matlaka - zawodników, którzy przesądzili o zwycięstwie "Kolejorza". - Tłumaczyłem piłkarzom przed meczem, że nie mają obrażać się o to, iż będą siedzieć na ławce rezerwowych. Mamy bowiem bardzo wyrównaną kadrę, a na boisku może występować tylko jedenastu graczy. Ewentualne wejście na boisko rezerwowego tylko wzmacnia zespół. Przecież Twardygrosz właśnie dlatego dogonił Wilka, że miał spory zapas sił, bo od zaledwie kilku minut był na boisku - tłumaczył po meczu Baniak.

Wcześniej na boisku było sporo fauli, sporo niedokładnych zagrań i niewiele sytuacji podbramkowych. Gospodarze byli bezradni w ataku głównie dlatego, że słabo grał reżyser ich poczynań - Paweł Bugała. Zawodnik, który wiosną zaimponował podczas meczu w Poznaniu, tym razem był wyłączony z gry przez Piotra Jacka. Pomocnik Lecha wywalczył w środku pola wiele piłek, co stwarzało spore szanse do kontrataków. Nie radzili sobie jednak poznańscy napastnicy - nie rozumieli intencji partnera.

Za to świetnie grała defensywa "Kolejorza", kierowana przez młodego Mariusza Mowlika. - Trzeba go pochwalić. To był prawdziwy lider obrony w tym meczu - twierdzi Baniak. Mowlik nie popełnił żadnego błędu w defensywie. Trochę gorzej było u niego z wyprowadzaniem piłki. Często nie decydował się bowiem na rozgrywanie piłki z kolegami z obrony, tylko zagrywał bezpośrednio pod pole karne rywali. Najczęściej kończyło się to stratami.

Zbigniew Wójcik i Krzysztof Michalski dobrze radzili sobie z rosłymi napastnikami Górnika: Piotrem Cetnarowiczem i Marcinem Pacułą. Przy rzutach rożnych i rzutach wolnych wspierał ich także wracający do obrony Piotr Tyszkiewicz. Cetnarowicz tylko raz groźnie uderzył głową na bramkę Lecha - piłka minimalnie minęła słupek bramki Norberta Tyrajskiego. Ten ostatni zagrał wręcz doskonale. Perfekcyjny na linii bramkowej, odważnie wychodził także do dośrodkowań. Tylko raz piłka po rzucie rożnym wypadła mu z rąk, jednak natychmiast naprawił ten błąd.

Piłkarze Lecha przyjechali do Poznania w niedzielę nad ranem. Wracający z imprez ludzie, którzy zauważali na autobusie napis Lecha Poznań, podnosili kciuk do góry i gratulowali zwycięstwa w pierwszym meczu ligowym. Kilka osób niespodziewanie pojawiło się na stadionie przy ul. Bułgarskiej. Tam witali lechitów. - To dopiero początek długiej, żmudnej drogi - tonował nastroje trener Baniak. - To zwycięstwo dedykuję władzom miasta, które przyczyniły się do tego, że mamy pieniądze na grę w II lidze - dodał.

GRACZ MECZU: Piotr Jacek
Tak doskonale pilnował Pawła Bugałę, najgroźniejszego gracza Łęcznej, że ten był zupełnie bezradny przy rozgrywaniu piłki.

MINUTA PO MINUCIE:

7. min - Dariusz Wojciechowski zagrywa piłkę w pola karne do Piotra Tyszkiewicza. Ten jednak źle przyjmuje futbolówkę i już nie może oddać strzału na bramkę.

26. min - Wojciechowski uderza z rzutu wolnego, jednak zbyt lekko, i Mańka łapie piłkę.

32. min - świetną okazję marnuje Krzysztof Piszczek, który po dośrodkowaniu Pawła Pranagala strzela z 8 m. Tyrajski jednak kapitalnie odbija piłkę.

36. min - Bugała dośrodkowuje z rzutu wolnego, głową strąca piłkę Marcin Pacuła. Po rękach Tyrajskiego futbolówka odbija się jeszcze od poprzeczki i wychodzi poza boisko.

51. min - Po podaniu Ryszarda Remienia Waldemar Przysiuda w pełnym biegu strzela z narożnika pola karnego - w boczną siatkę bramki Górnika.

63. min - po dośrodkowaniu Przysiudy nadbiegający z prawej strony Andrzej Przerada uderza piłkę głową, jednak futbolówka mija bramkę.

74. min - po rzucie rożnym najwyższy w Górniku Piotr Cetnarowicz uderza piłkę głową - niecelnie.

89. min - niezdecydowanie obrońców Lecha próbuje wykorzystać Bugała, który uderza zza pola karnego. Piłka przelatuje minimalnie nad bramką "Kolejorza".

GOL! 90. min - Artur Wilk z Łęcznej popełnia katastrofalny błąd - fauluje w polu karnym Sławomira Twardygrosza. Ryszard Rębilas dyktuje rzut karny dla Lecha. Do piłki podchodzi Grzegorz Matlak. Uderza lewą nogą bardzo pewnie, tuż przy słupku. 1:0 dla Lecha!

źródło: G.azeta W.yborcza


„Kolejorz” na głównym torze!

Mocne nerwy rezerwowych Lecha.
Nie będę składał żadnych deklaracji przed ligową premierą. Chciałbym, aby zła passa lechitów w wyjazdowych spotkaniach z Górnikiem Łęczna, została wreszcie przerwana mówił poznańskim dziennikarzom, przed pierwszym meczem sezonu 2001/2002, trener piłkarzy II-ligowego Lecha Poznań, Bogusław Baniak. Lechici nie zawiedli swoich wiernych kibiców. W 90 minucie emocjonującego spotkania, rozstrzygnięte zostały jego losy. Grzegorz Matlak skutecznie egzekwował rzut karny, po faulu Artura Wilka na Sławomirze Twardygroszu.

Losy premierowego meczu w Łęcznej rozstrzygnęli rezerwowi niebiesko-białych. W 76. minucie gry, w miejsce skrajnego pomocnika lechitów Ryszarda Remienia pojawił się na boisku Matlak. Osiem minut później, Twardygrosz zastąpił napastnika Piotra Tyszkiewicza.

Jedyna bramka padła w ostatnich sekundach. Po starciu z obrońcą górników, Arturem Wilkiem na skraju pola karnego, runął na murawę Twardygrosz. Krakowski arbiter, Ryszard Rębilas, po konsultacji z asystentem wskazał na „wapno”. Matlaka nie przytłoczyło brzemię odpowiedzialności. Z jedenastu metrów posłał piłkę do siatki, nie dając najmniejszych szans na skuteczną interwencję golkiperowi gospodarzy, Marcinowi Mańce. Tuż przed decydującym momentem spotkania, po uderzeniu z woleja Pawła Bugały, piłka powędrowała w aut, obok słupka bramki poznaniaków. Górnicy nie potrafili sforsować defensywy „Kolejorza”. Mariusz Mowlik wystąpi przeciwko górnikom z Łęcznej na pozycji ostatniego obrońcy. To bardzo odpowiedzialne zadanie. Mam nadzieję, że syn byłego bramkarza dobrze wypełni taktyczne zadania i nie zawiedzie zaufania. To szansa młodego piłkarza i od niego zależy, czy w pełni zdoła ją wykorzystać wyznał trener Baniak w wywiadzie udzielonym „Głosowi” w minionym tygodniu.

Zaiste, 20-letni Mowlik interweniował zdecydowanie, imponując dobrym przeglądem sytuacji. Czyżby udany występ Mariusza na dłużej rozwiązał opiekunowi lechitów wiosenne kłopoty z obsadą środkowego obrońcy? Górnicy długo nie potrafili opanować nerwów. W 13. minucie Pawła Bugałę zawiódł refleks po bramką Lecha. Nie opanował piłki i obrońcy zażegnali niebezpieczeństwo.

Bardziej groźne akcje ofensywne przeprowadzali w drugiej części meczu lechici. W 63. minucie, Andrzej Przerada, po precyzyjnym dośrodkowaniu Waldemara Przysiudy, strzelił głową na bramkę rywali, ale chybił minimalnie. Nieco wcześniej Przysiuda trafił w boczną siatkę, po szybkiej kombinacji.

Obok Mowlika, rezerwowych Matlaka oraz Twardgrosza, którzy przesądzili o sukcesie lechitów, bardzo dobrą partię rozegrał także Norbert Tyrajski. Raz jednak (pod koniec pierwszej odsłony) golkipera Lecha z opresji wybawiła poprzeczka.

Pogoda: Powietrze jest parne, ale deszcz nie pada

Wypowiedzi pomeczowe:

Tadeusz Łapa (trener Górnika Łęczna):
W pierwszej połowie premierowy mecz był wyrównany, a moim podopiecznym kilkakrotnie zabrakło niewiele do uzyskania prowadzenia. Im bliżej końca, tym bardziej zdecydowanie zespół atakował, ale zabrakło dobrych dośrodkowań do obdarzonych dobrymi warunkami fizycznymi napastników.

Bogusław Baniak:
Obaj z trenerem Łapą mocno przebudowaliśmy nasze drużyny, więc obserwowaliśmy mecz z pewnym niepokojem. Rezerwowi rozstrzygnęli o jego losach. Matlak wytrzymał nerwowo. Z pewnością miał wysoki poziom adrenaliny przed egzekwowaniem karnego.

źródło: Jacek Portala, Głos Wielkopolski

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License