2011.09.09 Lech Poznań - Wisła Kraków 0:1 (0:1) (I liga)

Zobacz też:

Historia pojedynków Lech - Wisła KrakówMecze grane 9 wrześniaWyniki w sezonie 2011/12


Lech Poznań: K. Kotorowski - Bruma, Wołąkiewicz, Đurđević (30' Kamiński), G. Wojtkowiak, J. Wilk (56' R. Murawski), Injac, Kriwiec, Štilić, Ślusarski (74' Tonew), Rudņevs
Trener: Bakero

Wisła Kraków: Pareiko - Jovanović, Jaliens, Chávez, Paljić, Iliev (75' Garguła), R. Sobolewski, Núñez, Melikson, Kirm (85' C. Wilk), Genkow (10' Biton)

Bramka: 0:1 Biton 25'

Widzów: 18.200

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa)

Żółte kartki: Štilić, Injac - R. Sobolewski, Paljić, Pareiko


Przed meczem

Kibice Kolejorza doskonale pamiętają ostatnie starcia z Wisłą. W Poznaniu nasz zespół zagrał koncertowo i pokonał "Białą Gwiazdę" aż 4:1. Wiosenny rewanż w Krakowie był smutnym widowiskiem. Bojaźliwy, schowany za podwójną gardą Lech przegrał 0:1 nie podejmując nawet ryzyka, gdy wynik był niekorzystny. Bakero wspominał wtedy o piłkarskich szachach, o taktyce, która zdominowała tamto widowisko. Czy dziś zobaczymy tego Kolejorza z jesieni?

- Nie pamiętam zeszłorocznego meczu, bo wtedy nie trenowałem Lecha i nawet tego spotkania nie widziałem. To niczemu nie służy, ponieważ teraz mamy nowy sezon, a każde spotkanie jest inne. To, co było jest nieistotne. Teraz tak jak zawsze do przeciwnika podejdziemy z szacunkiem, ale również z chęcią odniesienia zwycięstwa. Gramy u siebie, co stawia nas w roli faworyta, ale walczymy też o to, by odzyskać należne nam miejsce - stwierdził hiszpański szkoleniowiec Lecha Jose Bakero.

Wisła z pewnością będzie chciała zniwelować atuty Lecha i podobnie jak Górnik w Zabrzu, zastosuje wysoki pressing, by zmuszać poznaniaków do błędów. Nie od dziś bowiem wiadomo, że nasz zespół ma kłopoty z rozegraniem piłki, gdy rywale nie pozwalają mu rozwinąć skrzydeł.

Wiślacy, którzy chcą zapomnieć o porażce z Apoelem oraz słabym starcie w ekstraklasie, najbardziej obawiają się będących w świetnej formie Semira Stilica i Artioma Rudniewa.

- Nie możemy koncentrować się tylko na kilku zawodnikach Lecha - podkreśla trener Wisły Robert Maaskant.

- Wiem, że Stilić jest w stanie zawsze zaprezentować coś specjalnego. Jest tam też kilku innych świetnych zawodników. Patrzymy jednak przede wszystkim na siebie. Chemy zagrać na swoim wysokim poziomie. Nigdy nie można być pewnym, jak potoczy się mecz, uważam jednak, że to będzie ciekawe widowisko. Poznaniacy nie mogą być pewni zwycięstwa z nami, gdyż muszą sobie zdawać sprawę z tego, że mamy wysoką jakość. Jesteśmy zmobilizowani na sto procent i z takim nastawieniem piłkarze wyjdą na boisko - dodał holenderski trener krakowskiej Wisły.

źródło: bulgarska.pl


Gol Bitona rozstrzygnął mecz na szczycie

W meczu na szczycie 6. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Lech Poznań przegrał na własnym stadionie z krakowską Wisłą 0:1 (0:1). Bramkę na wagę zwycięstwa w meczu na szczycie zdobył dla gości niezawodny w tym sezonie w lidze Dudu Biton.

Dla drużyny "Kolejorza" było to pierwsze spotkanie rozegrane w tym sezonie rozegrane w roli gospodarza na stadionie Miejskim w Poznaniu (mecz z Ruchem Lech rozegrał w roli gospodarza we Wronkach - przyp. red.).

Szkoleniowiec Lecha przed spotkaniem z "Białą Gwiazdą" miał spore problemy z blokiem obronnym. Ze względu na kontuzje nie mogli wystąpić Arboleda i Kikut, a do pełnej sprawności po urazach nie doszli do siebie jeszcze Wołąkiewicz oraz Wojtkowiak i do ostatniego momentu nie było wiadomo, czy będą mogli zagrać przeciwko Wiśle. Ostatecznie obaj znaleźli się w wyjściowym składzie "Kolejorza".

Dużo bardziej komfortową sytuację miał Robert Maaskant, który nie mógł skorzystać jedynie z zawieszonego przez klub za obrażanie kibiców Patryka Małeckiego. Po raz pierwszy w meczu ligowym mógł za to wystąpić obrońca Marko Jovanović, który odcierpiał już karę zawieszenia nałożoną na niego przez serbską federację piłkarską.

Pierwsza połowa spotkania toczona była w szybkim tempie i obfitowała w sytuacje podbramkowe. Lepiej mecz rozpoczęli gracze gospodarzy, którzy za sprawą Rudniewa dwukrotnie byli blisko objęcia prowadzenia. Jednak za pierwszym razem dobrze interweniował Pareiko, a za drugim Łotysz nie trafił w bramkę.

W 9. minucie idealną sytuację do zdobycia gola zmarnował Semir Stilić, który w sytuacji sam na sam z Pareiką trafił w bramkarza "Białej Gwiazdy". Chwilę później boisko z powodu kontuzji musiał opuścić Cwetan Genkow, a w jego miejsce wszedł Dudu Biton.

Wisła odpowiedziała w 15 minucie i od razu mogła zdobyć bramkę. Po dobrze rozegranym rzucie rożnym i uderzeniu Meliksona piłka trafiła jednak tylko w słupek.

To co nie udało się izraelskiemu pomocnikowi udało się dziesięć minut później Bitonowi. Po centrze z lewej strony boiska piłka trafiła do Kirma, który bez namysłu uderzył na bramkę. Piłka trafiła w poprzeczkę i spadła pod nogi Bitona, który na raty pokonał Kotorowskiego.

Chwilę później Lech stracił…zawodnika. Z powodu kontuzji musiał opuścić boisko Ivan Djurdjević, którego zastąpił Marcin Kamiński.

W dalszych minutach gra się nieco wyrównała. Lech ruszył do ataku, jednak to goście byli bliscy podwyższenia prowadzenia. W 32. minucie świetnym podaniem za plecy obrońców popisał się Iliev, piłka trafiła do Meliksona, który znalazł się oko w oko z Kotorowski, jednak w wiadomy tylko sobie sposób nie trafił w bramkę.

Przed przerwą szanse na doprowadzenie do remisu mieli jeszcze Wojtkowiak i Rudniew, ale piłka po ich uderzeniach nie znalazła drogi do bramki. W 42. minucie oko w oko z Kotorowskim znalazł się z kolei Kirm, ale bramkarz "Kolejorza" wyszedł z tego pojedynku obronną ręką i po pierwej części meczu bliżej zwycięstwa była Wisła Kraków.

Drugą połowę lepiej zaczęli zawodnicy "Białej Gwiazdy". Dwukrotnie blisko zdobycia bramki był Iliev, ale w obu sytuacjach dobrze dysponowany tego dnia Kotorowski nie dał się zaskoczyć.

W dalszych minutach przewaga Wisły jeszcze wzrosła, a sam na sam z Kotorowskim znalazł się Kirm, jednak sędzia dopatrzył się pozycji spalonej. Jak pokazały telewizyjne powtórki była to błędna decyzja sędziego. Chwilę później blisko strzelenia bramki samobójczej był Bruma, ale na jego szczęście piłka przeszła obok bramki.

Na kolejne akcje podbramkowe kibice zgromadzeni na stadionie Miejskim w Poznaniu musieli czekać aż do 80 minuty. Wtedy to w odstępie kilku minut gracze Lecha oddali strzały na bramkę Pareiki, ale nie były one na tyle groźne by zaskoczyć bramkarz Wisły.

Tuż przed końcem meczu blisko zdobycia bramki byli jeszcze Tonew i Murawski, ale ostatecznie Pareiko nie dał się pokonać i mecz zakończył się skromnym, ale celnym zwycięstwem gości.

Dla piłkarzy Lecha była to druga ligowa porażka z rzędu, natomiast "Biała Gwiazda" zbliżyła się w tabeli na jeden punkt do zespołu "Kolejorza".

Wypowiedzi pomeczowe

Jose Bakero: Jesteśmy bardzo zawiedzeni, bo wiązaliśmy duże nadzieje z tym spotkaniem. Po porażce 0:1 wydaje się, że wszystko wyglądało źle, tak jednak nie było. Pierwsze 20 minut zagraliśmy fantastycznie, mieliśmy trzy stuprocentowe okazje i to znacznie lepsze niż te, które potrafiliśmy wykorzystywać we wcześniejszych meczach. Wisła na dobrą sprawę w pierwszej sytuacji strzeliła bramkę, a potem daliśmy się wciągnąć w jej grę. W drugiej połowie musieliśmy zaatakować i trochę się odsłonić, co sprawiło, że rywale stwarzali kolejne sytuacje. W ostatnich 20 minutach odzyskaliśmy swój rytm gry, to my dyktowaliśmy warunki. Brakowało jednak ostatniego podania, trochę też pewności siebie i przede wszystkim bramki.

Robert Maaskant (trener Wisły Kraków): Dla nas był to bardzo ważny mecz w kontekście rozgrywek ekstraklasy. Musieliśmy odzyskać pewność siebie po przegranej z Lechią Gdańsk. Chcieliśmy pokazać, że nie jesteśmy w kryzysie i potrafimy wciąż dobrze grać. Jestem zadowolony z naszej postawy, bardzo mądrze zagraliśmy w pierwszej połowie, a jedyne, o co mogę mieć pretensje do piłkarzy, to brak skuteczności. Powinniśmy strzelić co najmniej cztery albo pięć goli. W drugiej połowie czekaliśmy na rywala i próbowaliśmy grać z kontrataku. Staraliśmy się też jak najdłużej utrzymywać się przy piłce. Wynik wygląda tak, jakbyśmy byli w kontakcie, ale tak naprawdę to my powinniśmy wygrać znacznie wyżej. Na pewno nabierzemy pewności siebie przed meczem Ligi Europejskiej z Odense. Moi piłkarze pokazali dziś, że zasługują na pełen stadion.

źródło: Wirtualna Polska

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License