2011.09.16 Lech Poznań - Jagiellonia Białystok 4:1 (1:1) (I liga)

Zobacz też:

Historia pojedynków Lech - Jagiellonia BiałystokMecze grane 16 wrześniaWyniki w sezonie 2011/12Hat-tricki


Lech Poznań: K. Kotorowski - Bruma (46' Kamiński), G. Wojtkowiak, Wołąkiewicz, Henríquez, Štilić, R. Murawski, Możdżeń (64' Injac), Kriwiec, Tonew (83' Drygas), Rudņevs
Trener: Bakero

Jagiellonia Białystok: K. Baran - G. Bartczak, Skerla, Thiago Rangel, Norambuena, Kupisz (84' Kukoľ), R. Grzyb, Hermes, Plizga, Pejović (27' Seratlić), Frankowski (74' Ćetković)

Bramki: 1:0 Rudņevs 24', 1:1 Plizga 32', 2:1 Rudņevs 57', 3:1 Rudņevs 62', 4:1 Tonew 64'1

Widzów: 10.389

Sędzia: Sebastian Jarzębak (Bytom)

Żółte kartki: Bruma, Możdżeń


Przed meczem

W ośmiu dotychczasowych meczach nasi dzisiejsi rywale zdobyli zaledwie jedną bramkę i było to trzy lata temu, kiedy Kolejorz wygrał 6:1! Poznaniacy będą walczyli nie tylko o podtrzymanie dobrej passy w spotkaniach z Jagiellonią, ale także o rehabilitację po dwóch ostatnich ligowych porażkach z Górnikiem i Wisłą.

Mają też szansę zaliczyć jubileuszowe 1900 trafienie w ekstraklasie. To tego osiągnięcia brakuje poznańskiej ekipie tylko dwóch goli.

Trener Lecha Jose Bakero nie ukrywał w czwartek, że jest bardzo rozczarowany ostatnimi wynikami swojego zespołu.

- Porażka z Wisłą zadała nam mnóstwo bólu. Liczę jednak, że wyzwoliło to w nas sportową złość i znów udowodnimy, że jesteśmy wielkim klubem z wielkimi aspiracjami. Jagiellonia ma pecha, że dziś musi się z nami zmierzyć! - stwierdził Hiszpan.

Skąd taki optymizm? Bakero twierdzi, że dużo rozmawiał z piłkarzami o przyczynach porażki, a poza tym zespół świetnie spisywał się na treningach w ostatnim tygodniu.

- Jesteśmy dobrze przygotowani do meczu. Naszym największym problemem w ostatnim czasie jest zbyt mała agresja. Graliśmy też bez odpowiedniego rytmu. Wiadomo, że nie można przez cały mecz grać tak jak w pierwszym kwadransie spotkania z Wisłą. Musimy się jednak nauczyć, kiedy trzeba przyspieszyć, a kiedy zwolnić tempo - opowiadał Bakero.

Szkoleniowiec duże nadzieje wiąże z powrotem do pierwszej jedenastki Rafała Murawskiego oraz Luisa Henriqueza. Jose Mari Bakero tłumaczył swoją decyzję tym, że obaj piłkarze byli zmęczeni po meczach reprezentacji i nie byli w formie, by wystąpić w tym meczu. Stwierdził też, że bardzo zadowolony był z postawy Marcina Kamińskiego oraz Aleksandara Tonewa. O bułgarskim skrzydłowym powiedział, że jest już gotowy, by grać od pierwszej minuty.

Optymistami są też piłkarze Lecha. - Doskonale wiemy, że trener Czesław Michniewicz na pewno tak ustawi zespół, żeby nam utrudnić zadanie. Nikt w tym meczu tanio skóry nie sprzeda. Ale jesteśmy dobrze przygotowani, skoncentrowani, no i jesteśmy lepszą drużyną! Potrafimy atakować, stwarzać okazje i to udowodnimy dzisiaj - zapowiada Jakub Wilk.

Kibiców na pewno elektryzować będzie strzelecki pojedynek, dwóch najlepszych napastników ekstraklasy Artioma Rudniewa i Tomasza Frankowskiego. Kto okaże się lepszy?

- My oczywiście liczymy na Artioma, który ma potencjał, by zostać królem strzelców ekstraklasy. Rudniew, jak trafi pierwszy, to dołoży kolejne gole. On po prostu strzela seriami - śmieje się Wilk.

Jagiellonia ma duże problemy w defensywie. Po sprzedaży Grzegorza Sandomierskiego do Genk i kontuzji drugiego bramkarza Pawła Słowika między słupkami stanie niedoświadczony Krzysztof Baran. To lechici muszą wykorzystać!

Cytat przedmeczowy:

Bakero o bilansie spotkań Lecha z Jagiellonią: Ta statystyka to ich problem. Jagiellonia będzie w kłopotach, ponieważ jutro zagra z Lechem. Nie zamierzamy ułatwiać im zadania. Mam nadzieję, że nasi rywale znów będą mieć pecha i przegrają. Jeśli zrobimy wszystko tak, jak pracowaliśmy na treningach, to trzy punkty powinny być nasze.

zródło: bulgarska.pl


Genialny Rudniew dał zwycięstwo Lechowi

W jednym z najciekawszych spotkań 7. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Lech Poznań pokonał Jagiellonię Białystok 4:1 (1:1). Trzy bramki w tym meczu zdobył zjawiskowy Artjom Rudniew.

Nastroje w zespole "Kolejorza" przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok były dosyć minorowe. Wszyscy bowiem spekulowali, że Lech po dwóch porażkach z rzędu znajduje się w dołku i aby zadać kłam tym opiniom podopieczni Jose Mari Bakero nie mogli sobie pozwolić na stratę punktów w kolejnym meczu przed własną publicznością.

Jeżeli wziąć pod uwagę poprzednie spotkania obu drużyn do Lech był zdecydowanym faworytem. W dotychczasowych meczach z "Kolejorzem" Jagiellonia nie potrafiła bowiem zdobyć nawet punktu w Poznaniu i jechała tam z nadziejami na przełamanie tej fatalnej serii.

Dodatkowego smaczku rywalizacji obu drużyn dodawał pojedynek dwóch najskuteczniejszych zawodników ligi: Artioma Rudniewa (8 bramek) i Tomasza Frankowskiego (6 bramek).

Od początku spotkania bardzie aktywni w ataku byli gracze Lecha, którzy raz po raz konstruowali akcje pod bramką gości. Naprawdę groźnie w polu karnym Jagiellonii zrobiło się w 10. minucie. Po centrze Brumy z prawego skrzydła bliski zdobycia bramki był Rudniew, ale Baran popisał się fenomenalną interwencją i zdołał wybić piłkę na rzut rożny.

Chwilę później w dogodnej sytuacji znalazł się Stilić, ale przegrał pojedynek z bramkarzem Jagiellonii. Piłka w tej akcji trafiła jeszcze w rękę w polu karnym Normabuenę, ale prowadzący zawody Sebastian Jarzębak nie zdecydował się odgwizdać rzutu karnego i była to bardzo kontrowersyjna decyzja.

Po szybkim pierwszym kwadransie gry w kolejnych minutach mecz się wyrównał i tempo gry spadło. Jednak kiedy wydawało się, że Jagiellonia opanowała sytuację na boisku Lech wyszedł na prowadzenie. W 24. minucie z prawej strony boiska w pole karne na 5. metr piłkę zacentrował Bruma, a tam Artjom Rudniew dołożył tylko nogę i wpakował futbolówkę do bramki obok bezradnego Barana.

Jagiellonia mogła odpowiedzieć już pięć minut później. Piłkę przed własną bramką na rzecz Frankowskiego stracił Wojtkowiak, jednak napastnik gości zamiast strzelać odgrywał jeszcze do Seratlicia, który nie zdołał przejąc jego podania.

Jednak w 32. minucie Jagiellonia doprowadziła do wyrównania. Dobrym prostopadłym podaniem popisał się Alexis Norambuena, który podał do Plizgi, ten znalazł się oko w oko z Kotorowskim i strzałem w długi róg pokonał bramkarza Lecha.

Zdobyta bramka dodała pewności siebie podopiecznym Czesława Michniewicza, którzy przejęli inicjatywę i ruszyli do śmielszych ataków. W 37. minucie piłkę pod własnym polem karnym stracił Bruma, przejął ją Seratlić, który próbował uderzenia w długi róg, ale piłka trafia w Wołąkiewicza i wyszła na rzut rożny.

Lech odpowiedział dwie minuty później. Świetnym prostopadłym podaniem w pole karne gości do Możdżenia popisał się Stilić, ale Baran dobrze wyszedł z bramki skracając kąt i pomocnik "Kolejorza" nie trafił w bramkę.

Przed przerwą kibice nie zobaczyli jednak więcej bramek i po toczonej w szybkim tempie pierwszej połowie był remis 1:1.

Druga połowa meczu zaczęła się dosyć ospale. Pierwsi z letargu obudzili się jednak gracze Lecha i zrobili to wielkim stylu. W 57. minucie z lewej strony boiska zacentrował w pole karne Jagiellonii Kriwiec, na niepilnowany na 5. metrze Rudniew strzałem głową po raz drugi wyprowadził "Kolejorza" na prowadzenie.

Nie minęło pięć minut, a łotewski napastnik skompletował trzeciego w obecnych rozgrywkach hat-tricka. Pięknym lobem z połowy boiska popisał się Stilić, Baran zdołał jeszcze sparować piłkę na poprzeczkę, ale przy dobitce Rudniewa był już bezradny. Napastnik Lecha był w tej sytuacji na spalonym, ale arbiter tego nie zauważył i uznał tą bramkę.

Nie był to jednak koniec emocji w tym meczu. Lech w obecnym sezonie przyzwyczaił kibiców do seryjnie strzelanych bramek w krótkim odstępie czasu i nie inaczej było tym razem. W 64. minucie na strzał z ok. 20 metrów zdecydował się Tonew, piłka odbiła się jeszcze od Cionka i wpadła do bramki obok bezradnego Barana.

W 71. minucie goście zdołali otrząsnąć się z szybko straconych bramek i skonstruowali groźną akcję. Po szybkiej akcji piłka trafiła w polu karnym Lecha do Frankowskiego, który znalazł się oko w oko z Kotorowskim, jednak zbyt długo składał się do oddania strzału i został zablokowany. Napastnik Jagiellonii nabawił się w tej sytuacji jeszcze urazu i musiał opuścić boisko.

Chwilę później gospodarze mogli zdobyć piątą bramkę. Na strzał z przed pola karnego zdecydował się Kriwiec, ale jego uderzenie trafiło jedynie w słupek. Tuż przed końcem spotkania dogodną okazję do zdobycia kolejnej bramki zmarnował jeszcze Rudniew. W doliczonym czasie gry Jagiellonii należał się jeszcze rzut karny za faul na Kukolu, ale sędzia nie zdecydował się podyktować "jedenastki" i mecz zakończył się wysoką wygraną Lecha.

Dzięki temu zwycięstwu podopieczni Jose Mari Bakero przynajmniej do jutra powrócili na pozycję lidera T-Mobile Ekstraklasy. W pojedynki najskuteczniejszych strzelców w lidze lepszy okazał się Rudniew, który z 11. bramkami w 7. meczach bezsprzecznie prowadzi w klasyfikacji.

źródło: Wirtualna Polska

Wypowiedzi pomeczowe

Jose Bakero: Jestem bardzo zadowolony, że po dwóch porażkach udało nam się wygrać i to w dodatku w tak efektownym stylu. Było w tym meczu kilka bardzo dobrych momentów, a co cieszy mnie najbardziej, stworzyliśmy sobie zdecydowanie więcej sytuacji niż te cztery, które wykorzystaliśmy. Z każdym dniem czuję, że jesteśmy coraz lepsi i dziś to się potwierdziło. Były jednak też jeszcze chwile przestoju, które musimy wyeliminować.

Czesław Michniewicz (trener Jagiellonii Białystok): Lech był zespołem lepszy i wygrał zasłużenie. Trudno być zadowolonym jak się przegrywa 1:4. Zaczęło się tak jak się spodziewaliśmy. Lech zaczął od ataków. Strzelił bramkę, ale my potrafiliśmy odrobić stratę. Żałuje sytuacji przy stanie 1:1. Wychodziliśmy z kontratakiem, ale Frankowski nie poszedł za podaniem Plizgi i nic z tego nie wyszło. Kluczowym momentem była utrata drugiej bramki. Cała nasza drużyna była w polu karnym i tego gola powinniśmy uniknąć. Przy trzeciej i czwartej bramce nie mogę mieć już żadnych pretensji do moich podopiecznych.

źródło: bulgarska.pl

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License