2011.10.01 Cracovia - Lech Poznań 0:3 (0:1) (I liga)

Zobacz też:

Historia pojedynków Lech - CracoviaMecze grane 1 październikaWyniki w sezonie 2011/12


Cracovia: Gąsiński - Struna, Żytko, Kosanović, Puzigaća, Višņakovs, Radomski (77' Szeliga), M. Bartczak, Ntibazonkiza, Kahlon (66' Dudzic), van der Biezen (58' Niedzielan)

Lech Poznań: K. Kotorowski - G. Wojtkowiak, Wołąkiewicz, Kamiński, Henríquez, Możdżeń, Injac, R. Murawski, Štilić (77' Tonew), Kriwiec (68' Drygas), Rudņevs (86' J. Wilk)
Trener: Bakero

Bramki: 0:1 R. Murawski 4', 0:2 Rudņevs 48', 0:3 Rudņevs 83'

Widzów: 10.198 (550 gości)

Sędzia: Sebastian Jarzębak (Bytom)

Żółte kartki: -


PRZED MECZEM: Bez przeziębionego Ivana Djurdjevica pojechali lechici do Krakowa, gdzie w sobotę o godzinie 18 zmierzą się z Cracovią. Wszystko wskazuje więc na to, że w porównaniu z ostatnim, przegranym meczem ze Śląskiem, nie będzie zmian w defensywie. Tej formacji z pewnością przyda się stabilizacja, bo do gry w obronie naszego zespołu było ostatnio najwięcej zastrzeżeń.

- Musimy przede wszystkim wyeliminować indywidualne błędy. Wiele o nich rozmawialiśmy w tym tygodniu. Mam nadzieję, że drugi taki mecz jak we Wrocławiu już nam się nie przytrafi. Jestem optymistą, bo gra w ataku wygląda dobrze, strzelamy dużo bramek - powiedział Hubert Wołąkiewicz.

W Krakowie myślą przede wszystkim o tym jak przezwyciężyć kompleks… własnego boiska. "Pasy" w tym sezonie jeszcze nie wygrały u siebie, mało tego, poniosły cztery porażki - z Koroną, Legią, ŁKS-em i Śląskiem. Nowy trener "Pasów" Dariusz Pasieka chce kontynuować dobrą passę, którą zaczął z zespołem w sobotnim zwycięskim meczu w Zabrzu.

- Zależy mi na tym, by "odczarować" stadion Cracovii - mówi szkoleniowiec, który będzie miał okazję zadebiutować przed wła-sną publicznością. Nowy trener nie chciał zdradzić, czy postąpi zgodnie z zasadą, że zwycięskiego składu się nie zmienia.

Stawiam na rywalizację w zespole, bo ona wpływa korzystnie na zaangażowanie w trening, mecz. Obserwuję każdego zawodnika, może więc dojść do jakiejś niespodzianki - powiedział Dariusz Pasieka.

Jego zdaniem, mimo trzech porażek w czterech ostatnich meczach faworytem jest Lech. - Powodów jest kilka - patrząc na tabelę i zdobyte punkty, potencjał i indywidualności, jakie ten zespół posiada, zwłaszcza w grze ofensywnej. Robi też wrażenie ilość bramek strzelonych przez Artioma Rudniewa. Wiemy też, jakie są słabe strony tej drużyny, ale zostawię te wiadomości dla siebie - mówił wczoraj opiekun Cracovii.

Mecz pod kontrolą, czyli Lech w Krakowie

Żadnych szans nie dał sobotniego wieczoru Kolejorz Cracovii, wygrywając na trudnym dla siebie terenie aż 3:0. 13 i 14 bramkę w sezonie strzelił Rudnev, a pierwszego gola po powrocie do Poznania strzelił dla Lecha Rafał Murawski.

Pierwszą rzeczą, która rzuciła się w oczy po rozpoczęciu meczu był stan murawy. Idealnie równe boisko było niezwykle śliskie, utrudniając zawodnikom grę. Już na samym początku mógł z tego powodu ucierpieć Lech, jednak chwilę później to Cracovia została skarcona. Strzał Murawskiego po ziemi był świetnym pomysłem, który dał poznaniakom prowadzenie.

Później Lech mógł już prezentować swoją grę bez obaw o rezultat. Napięcie, które tak często paraliżuje lechitów, gdy nie mają korzystnego wyniku, zostało wyeliminowane na samym początku meczu i to w zasadzie ustaliło jego przebieg. Lech strzelający w tym sezonie bramkę jako pierwszy, nie przegrywa.

Niby wszyscy wiedzą, że najważniejsze w meczu z Kolejorzem to zatrzymać Artioma Rudneva, ale mało kto wie jak to zrobić. Jego pojedynki z rywalami wyglądają tak imponująco, że o jego możliwościach niedługo powstawać będą dowcipy ośmieszające obrońców z T-Mobile Ekstraklasy.

Poza dwoma fantastycznymi golami, łotewski snajper imponował w sobotę olbrzymią ochotą do gry, utrzymywaniem się na nogach, szukaniem strzału z każdej pozycji. To napastnik kompletny, przewyższający całą ligę. Po 9 kolejkach ma na koncie tyle goli co Tomasz Frankowski…gdy zdobywał koronę króla strzelców w ubiegłym sezonie!

Pozytywnie zestawieniem jedenastki zaskoczył trener Jose Bakero, posyłając do boju wszystkich najlepszych ofensywnych zawodników, w ciekawym ustawieniu. Środek pomocy tworzyła najlepiej spisująca się tam trójka Injac, Możdżeń, Murawski, a przed nimi operowali Kriwiec i Stilic.

Poznaniacy znów ustawili sobie spotkanie strzelając pierwsi bramkę, znów trafili z dystansu i znów strzelał Rudnev. Posiadanie piłki tradycyjnie bardzo wysokie. To wszystko oczywiście cieszy, ale wciąż nie ma gwarancji, że będzie powtarzalne.

Podobnie jak na początku sezonu, Lech wygrał z zespołem piłkarsko słabym, który nie miał umiejętności, by podjąć walkę. Takie mecze naturalnie trzeba wygrywać, lecz wciąż jest ryzyko, że następnym razem to, co starczyło na Cracovię, nie wystarczy na zespoły klasy Śląska czy Wisły.

Trener Dariusz Pasieka boleśnie zderzył się z krakowską rzeczywistością. Błąd taki jak Mateusza Żytki przy golu na 0:3 nie powinien się zdarzać w najwyższej klasie rozgrywkowej.
W sobotę lechici nie mieli godnego siebie przeciwnika, co nie zmienia faktu, że za występ przy ul. Kałuży należą im się po prostu wielkie gratulacje.

źródło: bułgarska.pl

Lech wreszcie zwyciężył przy Kałuży

Cracovia Kraków uległa poznańskiemu Lechowi 0:3 (0:1) w mecz 9. kolejki piłkarskiej T-Mobile Ekstraklasy. Dla "Kolejorza" było to pierwsze ligowe zwycięstwo na stadionie przy ulicy Kałuży od sezonu 2008/09. Dwie bramki dla gości zdobył w tym meczu Artjom Rudniew.

Na papierze zdecydowanym faworytem w meczu Cracovii z Lechem byli goście. Jednak, jak pokazuje historia spotkań obu drużyn "Kolejorzowi" zawsze ciężko grało się na terenie "Pasów". Od momentu powrotu Cracovii do Ekstraklasy w 2004 roku na stadionie przy ulicy Kałuży Lechowi udało się wygrać w lidze tylko raz, a było to w sezonie 2008/2009.

Spotkanie lepiej rozpoczęli gracze gospodarzy. Już w 1. minucie Kamiński potknął się w momencie kiedy podawał do niego Kotorowski, piłkę przejął Ntibazonkiza, odegrał do Visnakovsa, który zagrał spod linii końcowej przed bramkę, ale van der Biezen nie zdołał zamknąć tej akcji.

Lech odpowiedział w 4. minucie i od razy zdobył bramkę. Piłkę przed polem karnym Cracovii dostał Artjom Rudniew, zagrał ją do Rafała Murawskiego, który zdecydował się na uderzenie z ok. 18 metrów i strzałem przy słupku pokonał Szymona Gąsińskiego.

Szybko zdobyta bramka zmotywowała podopiecznych Jose Mari Bakero do jeszcze śmielszych ataków. Na bramkę Gąsińskiego uderzali m.in. Rudniew, Kriwiec i Stilić. Dużo kłopotów bramkarzowi "Pasów" sprawił zwłaszcza strzał tego ostatniego z ponad 20. metrów, po którym Gąsiński musiał na raty łapać futbolówkę.

W 25. minucie fatalny błąd pod własną bramką popełnił Mateusz Żytko, który stracił piłkę na rzecz Artjoma Rudniewa. Łotewski napastnik znalazł się oko w oko z bramkarzem Cracovii, ale w dogodnej sytuacji uderzył obok bramki.

Dalsze minuty pierwszej połowy to zdecydowana przewaga Lecha. Cracovia w tej części meczu oddała zaledwie dwa strzały na bramkę Krzysztofa Kotorowskiego, ale żaden z nich nie był celny.

Tuż przed przerwą Lech mógł podwyższyć jeszcze prowadzenie. Rzut wolny z ok. 25 metrów. wykonywał Stilić, po którego strzale piłka zmierzała pod poprzeczkę, ale dobrą interwencją popisał się Gąsiński, który uchronił swoją drużynę przed stratą bramki.

To, co nie udało się "Kolejorzowi" pod koniec pierwszej połowy udało się już na początku drugiej. W 48. minucie z prawego skrzydła dokładnie na głowę Rudniewa zacentrował Możdżeń, a łotewski napastnik strzałem w długi róg pokonał Gąsińskiego.

Cracovia pierwszy celny strzał w tym meczu oddała w dopiero w 50. minucie, ale żadnych problemów z obroną Kosanovicia nie miał Kotorowski.

W 62. minucie doskonałą szansę na zdobycie trzeciej bramki miał Lech. Po dwójkowej akcji Muraskiego z Możdżeniem ten drugi znalazł się w dobrej sytuacji i zdecydował się na strzał, który z największym trudem nogami zdołał obronić Gąsiński. Przed polem karnym do piłki dopadł jeszcze Murawski, ale mając przed sobą niemal pustą bramkę i lepiej ustawionych w polu karnym kolegów zdecydował się na strzał i nie trafił w bramkę.

W odpowiedzi groźnie na bramkę Kotorowskiego uderzał Saidi Ntibazonkiza, ale mocny strzał pomocnika "Pasów" zdołał obronić bramkarz Lecha.

Gdy wydawało się, że mecz zakończy się wynikiem 2:0 dla Lecha "Kolejorz" wyprowadził kolejny cios. Fatalny błąd w obronie popełnił Mateusz Żytko, który po raz drugi w tym meczu wystawił piłkę Rudniewowi, a łotewski napastnik wbiegł w pole karne, minął Gąsińskiego i nie miał problemów ze skierowaniem piłki do pustej bramki.

Niedługo później sędzia gwizdnął w tym meczu po raz ostatni i goście mogli się cieszyć z przełamania niechlubnej passy meczów bez zwycięstwa na stadionie Cracovii.

Wypowiedzi pomeczowe

Jose Bakero: To było fantastyczne spotkanie, tym bardziej się cieszę, że udało nam się wygrać. Cracovia wyszła na murawę z dużą wiarą we własne możliwości, jednak szybko zdobyliśmy gola. W pierwszej połowie, mimo okazji, nie udało nam się podwyższyć prowadzenia. Na drugą połowę wyszliśmy bardzo skoncentrowani. Właściwie pierwsza nasza sytuacja przyniosła bramkę. Potem staraliśmy się kontrolować przebieg spotkania.

Dariusz Pasieka (trener Cracovii): Mecz dobrze ułożył się dla Lecha, a bramki zdobywał po naszym kardynalnych błędach. Gdy takie popełniamy, to nie możemy wygrać z tak mocnym zespołem jak Lech. Szkoda porażki, bo po zwycięstwie nad Górnikiem drużyna była już trochę podbudowana. Nie wiem, skąd to wynika, że Cracovia wciąż przegrywa u siebie. Wszyscy większość punktów zdobywają na własnym obiekcie, a my doznaliśmy piątej porażki na swoim stadionie.

źródło: Wirtualna Polska

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License