2011.10.22 Lechia Gdańsk - Lech Poznań 0:0 (I liga)

Zobacz też:

Historia pojedynków Lech - Lechia GdańskMecze grane 22 październikaWyniki w sezonie 2011/12Czerwone kartki


Gdańsk (PGE Arena)

Lechia Gdańsk: W. Pawłowski - Janicki, Kožans, Vučko, Andriuškevičius, A. Traoré (89' T. Dawidowski), Pietrowski (64' K. Bąk), Surma, Paweł Nowak (83' Tadić), Hajrapetjan, Benson

Lech Poznań: Burić - G. Wojtkowiak, Wołąkiewicz, Kamiński, Henríquez, Štilić (80' J. Wilk), Injac, R. Murawski, Możdżeń (57' Drygas), Kriwiec (70' Tonew), Rudņevs
Trener: Bakero

Widzów: 24.997 (2.030 gości)

Sędzia: Sebastian Jarzębak (Bytom)

Żółte kartki: Janicki, A. Traoré, T. Dawidowski - Injac

Czerwona kartka: Injac 88' za drugą żółtą


PRZED MECZEM: - Łatwiej gonić rywali niż przed nimi uciekać, ale skoro jesteśmy na pierwszym miejscu, to chcemy je utrzymać - mówi Hubert Wołąkiewicz, który przez trzy i pół roku reprezentował barwy gdańskiego klubu i doskonale wie, na co stać jego byłych kolegów.

Spotkaniem z Lechią Kolejorz zaczyna bardzo ważny etap. Poznaniaków w ciągu tygodnia czekają trzy bardzo ważne mecze, określane przez Bakero "finałami".

- Bardzo istotne będzie wejście w ten tydzień. Pierwszym naszym finałem będzie spotkanie z Lechią w Gdańsku. Później zagramy w rozgrywkach Pucharu Polski z Polonią Bytom. Na koniec tego tygodnia czeka nas mecz z Legią Warszawa – akcentuje hiszpański szkoleniowiec.

Gdańszczanie słabo wystartowali w rozgrywkach. Mówiło się nawet, że po blamażu w Pucharze Polski i porażce z Limanovią pracę straci trener Tomasz Kafarski. Posadę uratował dzięki zwycięstwu 1:0 w niedzielę z Zagłębiem Lubin.

Gdańszczanie przy okazji przerwali też passę bez gola, a licznik zatrzymał się na 413 minutach. Bramkę strzelił Marcin Pietrowski, dla którego było to pierwsze trafienie w ekstraklasie.

Może wiele zmian w samej jakości gry nie było, ale biało-zieloni podjęli walkę i potrafili stworzyć sobie kilka sytuacji bramkowych. Gdańszczanie wciąż mają jednak olbrzymie problemy ze skutecznością pod bramką przeciwnika.

Lechia musi sobie radzić bez byłego piłkarza Kolejorza Mateusza Machaja. Pomocnik, który przed tym sezonem trafił do Gdańska jest kontuzjowany, ma problemy z mięśniami brzucha i będzie pauzował jeszcze przez dwa tygodnie. Z kolei Ivans Lukjanovs wyłączony z gry będzie jeszcze przez trzy tygodnie. Dłuższa przerwa czeka także Aleksandra Sazankowa.

źródło: bułgarska.pl

Wiele emocji i brak bramek w Gdańsku

Lechia Gdańsk bezbramkowo zremisowała z Lechem Poznań w meczu 11. kolejki piłkarskiej T-Mobile Ekstraklasy. Goście kończyli mecz w osłabieniu po czerwonej kartce dla Dimitrije Injaca. Strata dwóch punktów kosztowała zespół "Kolejorza" utratę pozycji lidera ligowej tabeli.

Spotkanie w Gdańsku było niezwykle ważne dla układu ligowej tabeli. Jeżeli Lech chciał odzyskać pozycję lidera T-ME, to musiał pokonać Lechię. Dodatkowego smaczku rywalizacji obu drużyn dodawał fakt występu w tym spotkaniu Huberta Wołąkiewicza, który dołączył do zespołu "Kolejorza" właśnie z Lechii, a odbyło się to w dość kontrowersyjnych okolicznościach.

Pierwsza połowa spotkania toczona była w niezłym tempie i oglądaliśmy w niej kilka ciekawych akcji. Lepiej spotkanie rozpoczęli gospodarz, którzy za sprawą Abdou Razacka Traore trzy razy zagrozili bramce Lecha.

Najgroźniejsza akcja napastnika rodem z Burkina Faso miała miejsce w 19. minucie, kiedy to Traore oddał mocny strzał zza pola karnego, a Jasmin Burić miał dużo problemów ze sparowaniem piłki.

Lech odpowiedział cztery minuty później i o mało od razu nie zdobył bramki. Piłka przed polem karnym Lechii trafiła do Rudniewa, ten założył "siatkę" Sergejsowi Kożansowi i uderzył na bramkę, ale jego strzał zatrzymał się jedynie na słupku.

W 27. minucie nastąpiła dość nieoczekiwana przerwa w grze, której sprawcą była awaria zraszaczy. Zdezorientowani piłkarze musieli na kilka minut opuścić plac gry. Na szczęście usterkę udało się szybko naprawić i mecz mógł zostać wznowiony.

Przed przerwą goście jeszcze dwukrotnie mieli dobre sytuacje do zdobycia gola. Najpierw w 39. minucie Rudniew znów ograł Kożansa jednak Łotysz tego dnia nie miał zbyt dobrze nastawionego celownika i znów nie trafił w bramkę.

Chwilę później błąd we własnym polu karnym popełnił Adriuskevicius, który źle przyjął piłkę, ale z jego prezentu nie zdołał skorzystać Wojtkowiak, którego uderzenie trafiło jedynie w boczną siatkę bramki strzeżonej przez Pawłowskiego.

Drugą połowę lepiej zaczęli podopieczni Jose Mari Bakero. W 56. minucie piłkę pod polem karnym Lechii przejął Semir Stilić i nie zastanawiając się długo huknął na bramkę. Piękną interwencją popisał się jednak Wojciech Pawłowski, który zdołał sparować to uderzenie na rzut rożny.

Dwie minuty później gospodarze powinni objąć prowadzenie. Błąd pod własnym polem karnym popełnił Wołąkiewicz, który nie trafił w piłkę. Przejął ją Traore, który znalazł się oko w oko z Buriciem, ale bramkarz "Kolejorza" zachował w tej sytuacji zimną krew i odważnym wyjściem zdołał zabrać piłkę napastnikowi Lechii.

W 71. minucie Artjom Rudniew miał kolejną doskonałą okazję do zdobycia gola. Ładnym podaniem popisał się Stilić, a Łotewski napastnik minął Vućkę i w sytuacji sam na sam z Pawłowskim fatalnie przestrzelił.

Chwilę później ładnie na bramkę Lechii uderzył wprowadzony kilka minut wcześniej na boisko Tonew, ale również i tym razem Pawłowski był na posterunku i zdołał obronić ten strzał.

W końcówce spotkania podopieczni Jose Mari Bakero podkręcili jeszcze tempo i ich starania omal nie przyniosły efektu. Najpierw w 84. minucie ładnie z woleja na bramkę uderzył Jakub Wilk, ale piłka po jego strzale trafiła jedynie w poprzeczkę. Chwilę później na bramkę Lechii uderzał Tonew, ale po raz kolejny świetną interwencją popisał się Pawłowski, który wyciągnął się jak struna i zdołał wybić jego strzał.

W 89. minucie z boiska drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył zawodnik Lecha Dimitrije Injac i goście musieli kończyć spotkanie w osłabieniu.

W doliczonym czasie gry po podaniu od Dawidowskiego blisko zdobycia zwycięskiej bramki dla Lechii był Tadić, ale ostatecznie piłka po jego strzale nie znalazła drogi do bramki i mecz zakończył się bezbramkowym remisem, który kosztował zespół "Kolejorza" utratę pozycji lidera T-ME.

Wypowiedzi pomeczowe

Jose Bakero: W tym spotkaniu zabrakło tylko bramek. To był bowiem świetny mecz rozegrany na pięknym stadionie. Cieszę się, że nasi fani w tak dużej liczbie dopingowali nas w Gdańsku. Chcieliśmy odwdzięczyć się im strzelając gola, ale tym razem nie udało się. To w dużej mierze zasługa bramkarza Lechii, któremu należą się spore słowa uznania. My staraliśmy się prowadzić grę i składnie rozgrywać nasze akcje, podczas kiedy gospodarze, którzy zagęścili środek pola, nastawili się głównie na grę z kontry. Naprawdę przez cały mecz dążyliśmy do odniesienia zwycięstwa, a sytuacji do zbycia bramki nie brakowało. Wracamy do domu z jednym punktem, niemniej remis wywalczony w Gdańsku też ma swoją wartość.

Tomasz Kafarski (trener Lechii): Gdyby w tym spotkaniu padły bramki, moglibyśmy mówić o naprawdę świetnym widowisku. Przyjęliśmy trochę inną strategię od rywali, niemniej wynikała ona z klasy gości. Przed meczem mówiłem, że Lech to obecnie najlepszy zespół w Polsce, co całkowicie się na naszym stadionie potwierdziło. Żadna drużyna nie potrafi tak dobrze utrzymywać się przy piłce jak poznaniacy. Mieliśmy swoją piłkę meczową, mieli ją też przeciwnicy, a skończyło się bezbramkowym, cennym dla nas remisem. Była to również konfrontacja dwóch bardzo dobrych defensyw, które tracą najmniej bramek w ekstraklasie. Mogę tylko żałować, że w ataku nie gramy tak skutecznie jak w obronie. Gdyby formacje ofensywne prezentowały podobną dyspozycję jak defensorzy, na pewno ze znacznie lepszym dorobkiem bylibyśmy zdecydowanie wyżej w tabeli niż obecnie.

źródło: Wirtualna Polska

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License