2011.11.27 Lech Poznań - Widzew Łódź 0:1 (0:0) (I liga)

Zobacz też:

Historia pojedynków Lech - Widzew ŁódźMecze grane 27 listopadaWyniki w sezonie 2011/12


Lech Poznań: Burić - G. Wojtkowiak, Wołąkiewicz (46' Bruma), Kamiński, Henríquez, R. Murawski, Injac (76' Ubiparip), Kriwiec (64' J. Wilk), Štilić, Tonew, Rudņevs
Trener: Bakero

Widzew Łódź: Mielcarz - Bartkowski, Ukah, Bieniuk, Dudu Paraíba, Budka (90' Mroziński), Bruno Pinheiro, Abbès, Panka, Ostrowski (46' Okachi), Grzelczak (90' Stępiński)

Bramka: 0:1 Bruno Pinheiro 57'

Widzów: 11.248

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)

Żółte kartki: -


PRZED MECZEM: To już ostatnia prosta rundy jesiennej. Jeżeli piłkarze Lecha Poznań marzą jeszcze o tym, by liczyć się w walce o mistrzostwo Polski, muszą dzisiaj wygrać z Widzewem Łódź.

Wyniki 15. kolejki układają się idealnie dla podopiecznych Jose Bakero. Swoje mecze przegrały Śląsk Wrocław i Legia Warszawa. Nie wykorzystanie tych potknięć byłoby grzechem…

Lech musi się przełamać. Licznik minut bez bramki bije kolejne rekordy. 386 to ostatnie wskazanie i nic nie zapowiada, że to koniec. Artiom Rudnev, od którego goli Kolejorz jest uzależniony nie trafił do siatki od 457 minut. Poznaniacy grają wolno, bez błysku i gubią punkty w starciach ze znacznie niżej notowanymi rywalami.

- Rozmawiamy w szatni o naszej indolencji strzeleckiej. Jednak mamy nadzieję, że w niedzielę wreszcie się przełamiemy. Widzew gra twardo i traci mało goli, ale wydaje mi się, że znajdziemy sposób na pokonanie bramkarza rywali. Ostatnio wyraźnie nam nie idzie i siedzi nam to w głowach. Najwyższy czas to zmienić - zapowiada pomocnik Lecha Mateusz Możdżeń.

Po tym spotkaniu poznaniacy zmierzą się jeszcze z ŁKS Łódź oraz Zagłębiem Lubin. Plan Bakero na finisz jesieni? - Musimy zdobyć w tych meczach dziewięć punktów! - zaznacza opiekun Kolejorza. Nie mamy nic przeciwko…

To już jest dramat

Lech Poznań przegrał na własnym boisku z Widzewem Łódź 0:1. Jedynego gola zdobył w drugiej połowie Bruno Pinheiro.
Artiom Rudnev nie znalazł sposobu na przechytrzenie Jarosława Bieniuka

Kolejorz nie wykorzystał szansy, by doścignąć czołówkę, która zgubiła punkty. To już piąta porażka w sezonie i piąty mecz z rzędu bez strzelonego gola.

Przed spotkaniem Jose Bakero apelował do swoich pomocników, by ci częściej strzelali z dystansu. W pierwszej połowie starcia z Widzewem szczęścia próbowali Rafał Murawski, Dimitrije Injac i Siergiej Kriwiec. Jednak za każdym razem Maciej Mielcarz odprowadzał tylko futbolówkę wzrokiem.

Najbardziej musiał wysilić się w 22. min. Semir Stilić dośrodkował z rzutu rożnego. Najwyżej w polu karnym wyskoczył Marcin Kamiński, który uderzył głową z czterech metrów. Golkiper Widzewa fenomenalnie odbił futbolówkę.

W rewanżu groźnie po kornerze strzelał głową Jarosław Bieniuk. Piłka spadła na siatkę bramki Jasmina Buricia.

Do przerwy Kolejorz nie mógł znaleźć sposobu na dobrze broniących się rywali. Sytuacja nie zmieniła się w drugiej połowie.

Dramat Lecha zaczął się w 57. min. Dudu zgrał piłkę do Bruno Pinheiro. Ten przyjął ją sobie bez problemu i strzelił z ok. 20 metrów po ziemi. Futbolówka zatrzepotała w siatce tuż przy słupku. Injac i Murawski statystowali, gdy widzewiak uderzał na bramkę.

Potem podopieczni Bakero nawet nie próbowali grać pressingiem. Całkowicie zeszło z nich powietrze i poruszali się po boisku bez ładu i składu.

- Grać na całego i walczyć do upadłego - krzyczeli kibice. Nic z tego. Do ostatniej minuty meczu już nic się nie zmieniło. Piłkarzy pożegnały gwizdy. Niektórzy fani machali Bakero białymi chusteczkami.

- Takiego meczu nie mogliśmy przegrać. Trzeba wyciągnąć konsekwencje - uciął krótko Grzegorz Wojtkowiak.

źródło: bulgarska.pl

Poznańska lokomotywa pozbawiona pary!

Trwa fatalna niemoc Lecha. "Kolejorz" w meczu 15. kolejki T-Mobile Ekstraklasy przegrał z Widzewem 0:1 i jest to jego piąty mecz z rzędu bez zwycięstwa, a także bez choćby jednego gola. Na półmetku rozgrywek drużyna Jose Marii Bakero, uchodząca za jednego z faworytów do mistrzowskiego tytułu, zajmuje odległe 7. miejsce w tabeli.

W pierwszej połowie niewiele ciekawego działo się na boisku. Lech przeważał, Widzew starał się wyprowadzać kontry, ale zarówno jedni jak i drudzy sporadycznie potrafili zagrozić bramce przeciwnika.

Na pierwszą naprawdę dobrą okazję dla Lecha czekaliśmy do 21. minuty. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzał głową z piątego metra oddał Kamiński, ale znakomitą, intuicyjną interwencją popisał się Mielcarz. W 45. minucie, po wrzutce Toneva i uderzeniu głową Stilicia piłka o metr minęła bramkę.

Początek drugiej połowy wyglądał bardzo podobnie. Lech próbował konstruować akcje, ale nic z tego nie wynikało. Za to w 58. minucie na prowadzenie wyszli goście. Pinheiro dostał piłkę w okolicach 23. metra i nie atakowany przez nikogo zdecydował się na strzał. Sunąca po ziemi piłka wpadła do bramki Buricia tuż przy słupku.

Lech długo nie potrafił się otrząsnąć po otrzymanym ciosie. Dopiero w 75. minucie sygnał do ataku dał Tonev. Bułgar kropnął potężnie z dystansu i Mielcarz z trudem odbił piłkę na rzut rożny.

W 77. minucie podwyższyć mógł Widzew, bo Bruma przeciął podanie Budki w pole karne tak niefortunnie, że o mały włos nie zdobył gola samobójczego. Piłka o centymetry minęła bramkę Buricia.

Ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem Widzewa 1:0, dzięki któremu goście zrównali się z Lechem ilością punktów. Dla Lecha, jest to piąty mecz z rzędu bez zwycięstwa i choćby jednego strzelonego gola.

źródło: Wirtualna Polska

Okiem WP: Stoi na stacji lokomotywa

Lech Poznań kilka kolejek po starcie ligi był wymieniany jako główny faworyt do walki o mistrzostwo. Teraz jednak poznańska lokomotywa przypomina tę z pierwszych wersów wiersza Juliana Tuwima - stoi na stacji, sapie i dyszy …

"Uch - jak gorąco" może sobie myśleć Jose Maria Bakero po meczu z Widzewem, bo kibice Lecha coraz donośniej wołają o jego głowę. Po ostatnim gwizdku przegranego 0:1 meczu z Widzewem fani pomachali Hiszpanowi białymi chusteczkami i trudno im się dziwić, bo trzy punkty i zero zdobytych goli w pięciu ostatnich meczach to wynik kompromitujący.

Oczywiście winny jest nie tylko trener, bo po boisku biegają jeszcze piłkarze. Ci jednak nie mają sobie wiele do zarzucenia. - Mieliśmy przewagę, graliśmy na połowie przeciwnika, zabrakło szczęścia - powiedział po meczu Grzegorz Wojtkowiak. Widać kilkanaście lat kopania piłki nie wystarczy żeby pojąć, że grać na czyjejś połowie nie oznacza zdobywać gole, tak jak stać w sklepie nie równa się wyjść z siatami pełnymi zakupów. W sklepie można stać jak dureń, podobnie jak na czyjejś połowie można się kopać w czoło.

Lech nie ma pary, nie ma polotu. Pięć meczów z rzędu bez gola to nie jest brak szczęścia. To nieudolność. Po piętnastu kolejkach "Kolejorz" ma na koncie zaledwie trzy punkty więcej niż w poprzednim sezonie na tym samym etapie rozgrywek. Po ponad roku pracy Bakero ciężko więc mówić o jakimkolwiek progresie. Europejskie puchary odjeżdżają.

Z tego spotkania warto jeszcze podkreślić bandycki faul Semira Stilicia na Hachemie Abbesie, po którym Bośniaka nie powinniśmy już oglądać na boisku. Czerwonej kartki jednak nie było. Nie było też choćby żółtej, co akurat jest "szczęściem w nieszczęściu". Dzięki temu sytuacją będzie się mogła zająć Komisja Ligi, która - mam nadzieję - wyśle piłkarza Lecha na wcześniejsze, świąteczne zakupy.

Wypowiedzi pomeczowe

Jose Bakero: Pierwsza połowa mogła się podobać jeśli chodzi o piłkarskie aspekty. Brakowało ostatniego podania i skuteczności. W drugiej połowie było już znacznie gorzej i byłem tym mocno zaskoczony. Po przerwie Widzew z pierwszej akcji, którą stworzył, strzelił bramkę. Wybiło nas to zupełnie z rytmu. Jesteśmy bardzo rozczarowani. To nie jest jeszcze koniec, nie uważam, że przegraliśmy już ten sezon. Jesteśmy jeszcze w grze i walczymy dalej. Trzy kolejki temu, po remisie z Legią mówiono że jesteśmy najlepszą drużyna w Polsce, a teraz, że już jest wszystko stracone. Ani jedno, ani drugie nie jest prawdą.

Radosław Mroczkowski (trener Widzewa Łódź): Jesteśmy bardzo szczęśliwi z trzech punktów, które nam na pewno się przydadzą. Nie ukrywam, że mieliśmy trochę szczęścia na początku spotkania, gdzie Lech przeprowadził dużo akcji i miał kilka stałych fragmentów gry. My się jednak tego spodziewaliśmy. Udało się przetrwać i do końca graliśmy konsekwentnie. Szkoda, że po zdobyciu bramki, przy kontrach zabrakło nam jakości, bo wówczas końcówka meczu nie byłaby taka nerwowa.

źródło: Wirtualna Polska

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License